HUGO I JEGO WYNALAZEK – MASZYNKA DO ĆWIERKANIA?

Luty 23rd, 20120 Comments »

Co takiego wynalazł Hugo?

Korzystając z dobrodziejstw kina z Orange i dwóch biletów w cenie jednego wybrałem się z żoną w środę do kina na „Hugo i jego wynalazek”. O filmie wcześniej nie starałem się dowiedzieć niczego wykraczającego poza trailer obiecujący familijne kino przygodowe i kilka plakatów kojarzących się uparcie z tematyką fantasy. No i jeszcze nazwisko reżysera, czyli Martin Scorsese brzmiało jak obietnica niezłej zabawy.

To czym tak naprawdę okazał się Hugo było całkiem miłym zaskoczeniem.

Film zaczyna się jak klasyczne kino awanturniczo – przygodowe. Mamy dworzec w Paryżu na którym żyje chłopiec imieniem Hugo. Na co dzień zajmuje się on nakręcaniem wielkich zegarów i podkradaniem mechanicznych części oraz jedzenia. Złapać próbuje go nadgorliwy i lekko przygłupi pan komisarz  i jego doberman (świetna rola psa! naprawdę).  Oglądamy więc widowiskowy i wesoły pościg, który przez kolorową stylistykę jakoś tak kojarzy się z zeszłorocznym TinTinem i obieca nam wstęp do wielkiej przygody.

Ale taka prawdziwa przygoda tu nie występuje. Hugo nie wyrusza w żadną podróż, a tempo bardzo szybko zwalnia. W tym momencie rodzice, którzy przyszli z dziećmi oczekując kolejnego Harrego Potera obserwują jak ich pociechy zaczynają niecierpliwie się wiercić i ziewać. Film powoli zmienia się w obyczajową baśń o odcieniu kryminalnym. Ale to nie koniec przemian. Bo mniej więcej od połowy Hugo staje się filmem o… filmie. A właściwie to o magii filmu. I nie jest to żadna przenośnia, bo Hugo bezpośrednio zaczyna opowiadać historię Georgesa Mélièsa, czyli jednego z pionierów kina nazywanego także „czarodziejem ekranu”. Pod sam koniec okazuje się, że to tak naprawdę on jest głównym bohaterem tego obrazu, a całość bardzo gładko przechodzi w dokumentalny film biograficzny.

Jako film o magii kina - Hugo pełen jest wizualnego przepychu. Jak na mój gust jest on jednak zbyt często wspomagany jest efektami specjalnymi

 W Hugo przeplata się historia kina i piękna baśń. Ostatecznie ciężko odłączyć tę warstwę magiczną, od historycznej. I to chyba jest główny temat Huga – poszukiwanie  pierwotnej magii kina. Magii z czasów gdy jeszcze nie rządziły wszystkim pieniądze, ale chęć pokazania kilku sztuczek, które wprawią widownię w szok. Scorsese bardzo zgrabnie cytuje te obrazy z początku kina. Przypomina nam najpierw jak to ludzie krzyczeli i zasłaniali się przed jadącym w ich stronę pociągiem na pierwszych projekcjach przygotowanych przez braci Lumiere, a potem rekonstruuje podobną scenę z udziałem Hugo. Tyle że tym pociąg jest w 3D, a brak odgłosów zastępuje ścieżka dolby soround.  W innym momencie Hugo ogląda oryginalny, czarno-biały film „Safety Last” na którym mężczyzna zwisa ze wskazówki zegara. Potem sam Hugo znajduje się w identycznej sytuacji. Podobnych, obrazowych cytatów jest tutaj znacznie więcej.

Scorsese stworzył też piękny obraz pod względem plastycznym. Kolejne sceny z Hugo wyglądają jak piękne ilustracje z książek. To pastelowe obrazy na których królują zębate mechanizmy wielkich zegarów i mocno wystylizowani, nieco karykaturalni bohaterowie (co ponownie budzi skojarzenie ze wspomnianym wcześniej TinTinem).

I chociaż Hugo ogląda się bardzo przyjemnie to jednak pewne rozwiązania strasznie mnie tutaj poirytowały. Rozumiem, że obraz miał być pełen najnowszych osiągnięć kinematografii. To miało pokazać, że dalej na srebrnym ekranie jest magia, a sztuczki jakie wykorzystywał Georgesa Méliès na przykład w Podróży na Księżyc, zostały zastąpione nowoczesnymi efektami specjalnymi.

Ale Scorsese idzie o krok za daleko. Obraz zdaje się przerysowany, a efekty sprawiają wrażenie tanich świecidełek. Może to i bywa czasami ładne, ale jak dla mnie – jest całkowicie zbędne jak trójwymiarowa makieta Paryża. Pozostaje też kwestia tego nieszczęsnego 3D. Widać, że Scorsese się w nim rozkochał, a tematyka obrazu opowiadająca o sztuczkach Mélièsa poniekąd usprawiedliwia użycie tej technologii.  Ja jednak czułem się nieswojo uświadamiając sobie, że przez ponad sto lat w kinach ciągle pokazuje się nam ten sam wyjeżdżający z ekranu pociąg i jedyną receptą na przełamanie tego impasu ma być jarmarczna sztuczka z trzecim wymiarem. Czas na zmianę.

Warto na koniec zaznaczyć, że Hugo i Jego Wynalazek jest filmem stworzonym na podstawie wydanej w 2007 r. książki Briana Selznicka: „The Invention of Hugo Cabret” (nie została wydana jeszcze w Polsce). A szkoda, bo starczy mały research w sieci żeby zrozumieć dlaczego film Scorsese jest taki międzygatunkowy. Otóż oryginalna książka też znajduje się gdzieś pomiędzy nowelą, powieścią, powieścią obrazkową, a komiksem.

« MARCOWE PRZESILENIE WŁADZY, CZYLI KRÓTKO O „IDACH MARCOWYCH”
OKULARY 3D – SYF NA TWOJEJ TWARZY! Z POZDROWIENIAMI OD MULTIKINA GDAŃSK »

Categorized Under

film Polecam

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts