CALL OF JUAREZ: GUNSLINGER – REWOLWEROWIEC PRZY KIELISZKU BURBONA

Lipiec 6th, 20132 komentarze

gunslinger

Silas Greaves był jednym z najgorszych zakapiorów Dzikiego Zachodu. Polejcie burbona to opowiem Wam o nim więcej…

Nie znacie Greavesa? Nie dziwię się. Mało osób o nim słyszało. Wszyscy gadają tylko o Billym Kidzie, Butchu Cassidy, Sundace Kidzie albo Jesse Jamesie, którego zabił ten tchórzliwy Robert Ford. Nikt nie mówi o Silasie. Dlaczego? Bo ci co go poznali nie pożyli zbyt długo aby snuć opowieści! Greaves sporo pił. Ale po kielich i tak sięgał rzadziej niż po rewolwery, strzelby i wiązki dynamitu. Ja spotkałem go w małej spelunie w Abilene w Kansas. Był 1910 r., a Graves był już sędziwym człowiekiem. Kiedy zobaczyłem go w drzwiach wiedziałem poczułem ciągnący odór śmierci.

OPOWIEŚCI PRZY KIELICHU

Greaves zamówił alkohol, za który nigdy nie zapłacił. Jak tylko zwilżył gardło mocnym trunkiem zaczął snuć opowieści swoim ciężkim głosem. Wiedzcie, ze Graeves całe swoje życie poszukiwał zemsty. W jej imię został najpierw bandytą, a potem jednym z najbardziej znanych łowców nagród. Nie wierzcie temu co inni mówią. To Greaves był ostatnim człowiekiem jakiego oglądał w swoim nędznym życiu Newman Clanton, bracia Dalton i cała reszta tych szumowin. I chociaż jak to stary kowboj, historie te odpowiednio koloryzował, a czasem nawet pod wpływem trunku gubił raz podjęty wątek, to ja słuchałem z uwagą. Bo Greaves to nie tylko morderca, to też doskonały bajarz o głębokim głosie.

Widzicie Greaves przez całe życie szukał zemsty i wymierzał ją przy pomocy kilogramów ołowiu.  Zawsze jednak wychodził cało z każdej opresji. Nie ważne ile to szumowin rzucił na niego podły los. Przebył lasy i góry Apaczów, miasta i miasteczka, opuszczone obozy na bagnach, kopalnie złota, mosty kolejowe, a nawet walczył w pędzącym pociągu. Jakie to piękne miejsca były! Ot taka walka w tartaku na tle potężnego wodospadu. Greaves gadułą był znakomitym i krajobrazy potrafił pięknie nakreślić.

gunslinger2

Silas nie brał jeńców

 

ZAWSZE DO PRZODU

Silas nigdy nie robił kroku do tyłu. Oczywiście czasem schował się przed kulami za osłoną. Jednak gdy broń ponownie przeładował to znowu pozwalał swoim rewolwerom, obrzynom i strzelbom pluć bezlitośnie ołowiem. Greaves zawsze parł przed siebie jasno wytyczoną ścieżką. Nie schodził z niej bo i nie było potrzeby błądzić.

Oczywiście nie przeżyłby tyle gdyby nie fakt, że posiadał niemal nadludzkie umiejętności. Wiedzcie, że Greaves był tak szybki iż potrafił spojrzeć na cały świat jakby ten na moment zwalniał. On czuł się jak kobra, atakował z nadludzką prędkością i wywalał całe bębenki rewolwerów kładąc trupem dziesiątki wrogów. Czasem też ten kowboj potrafił kątem oka wypatrzeć lecący w jego stronę pocisk i uniknąć go w ostatniej chwili. Niech Bóg ma w opiece dusze tych biedaków, którzy próbowali go dorwać, a dziś stanowią jedynie nawóz dla kwiatków.

Wspominałem, już o tym, że czasem stary fantazjował? Mówił, że wrogów wysyłał na tamten świat setkami… Z całymi bandami rozprawiał się samotnie. Przeszkodą dla niego nie były nawet kartaczownice plujące ogniem jak smoki, które, nawiasem mówiąc, spotykał na swojej drodze podejrzanie często. Czasem też Greaves wspominał, że akurat w chwili gdy to było potrzebne znalazł skrzynkę bezpańskiego dynamitu, albo skały same uformowały mu wyjście. Ba! Stary potrafił nawet zmyślić kilka minut opowieści tylko po to aby potem cofnąć się i opowiedzieć co zdarzyło się naprawdę! Tanie to sztuczki, ale jednocześnie w pewien sposób świeże i zaskakujące. Prawda jest taka, że Greaves umiał opowiadać historię tak żeby słuchacz oderwać się od niej nie mógł.

I kule były za wolne by dosięgnąć Silasa

I kule były za wolne by go dosięgnąć

ZAGRAJ TO JESZCZE RAZ

W tych opowieściach nie czuć było tego, że Greaves się starzeje. A przecież historia ciągnęła się ponad 40 lat! Zamiast tego kowboj coraz potężniejszy był w każdej kolejnej opowieści. Zupełnie jakby rosły jego umiejętności w walce na rewolwery, strzelby lub bardziej kontaktową broń. Czasem też szalona opowieść zwalniała a Greaves stawał do pojedynku w samo południe. Wtedy to liczył się głównie jego refleks, a wrogowie też byli bezwzględni. Zdarzało się, że Silas stawał sam przeciwko dwóm bandytom! Zawsze jednak dawał radę sięgnąć po rewolwer szybciej i strzelić celniej.

Nie było lepszego mordercy na całym dzikim zachodzie! A znam ja też inne opowieści. Słyszałem historie o braciach McCall, które jednak nigdy doskonałe nie były. Znam też opowieść o Johnie Marstonie. Ona jest oczywiście dużo lepsza od historii Silasa . Ale też i odmienna. Jak już wcześniej mówiłem – Greaves po prostu strzelał i szedł przed siebie. Nie miał czasu na jazdę konną, zaganianie bydła i zakładanie rodziny. Greaves po prostu strzelał… I wam polecam jego historię poznać zwłaszcza, że warta jest tyle co kilka piw w saloonie, a rozrywki na 5-6 godzin dostarczy dużo.

4na6

PS

Call of Juarez: Gunslinger – dostępny jest w dystrybucji cyfrowej na PC, PS3, XBOX 360. Wysoka ocena to także efekt stosunkowo niskiej ceny gry (na PC można kupić za niecałe 50 zł.) Miłośnicy westernów, tacy jak ja mogą spokojnie dodać sobie piątą gwiazdkę do oceny. W lekko zapomnianej kategorii radosnych shooterów z perfekcyjnie zrealizowaną walką Gunslinger nie ma za dużej konkurencji. Dzięki świetnej narracji i ślicznej grafice okazuje się też zaskakująco świeży. Gunslinger to ciekawy eksperyment i w moim prywatnym rankingu, absolutnie najlepsza z dotychczasowych gier Wrocławskiego studia Techland.

 

« WORLD WAR Z – ZOMBIE, ZOMBIE, ZOMBIE?
ILUZJA – MAGIA KUBEŁKA KUKURYDZY »

Categorized Under

gry Polecam

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts

  • Konan064

    Prowadzenie fabuły jest ekstra, postacie sztampowe, ale sympatyczne, voice-acting z najwyzszej polki, ale samo strzelanie nie daje za wiele frajdy szczerze mówiąc. Mimo to polecam, bo to przyjemna, swietnie prowadzona opowiesc, ale z drugiej strony pewno bedzie w plusie jeszcze w tym roku ;)

    Podsumowujac, to jest jedna z tych gier, w ktorych gameplay jest przeszkoda. Ostatnio cos takiego mialem przy najnowszym max paynie. Heh, z reguly jest tak, ze mysle „niech ta cutscena sie juz konczy, bo chce grac”, a w przypadku tych dwoch gier mialem na odwrot ;p

    • A mi się gameplay podobał. Idealny na te 5 godzinek. W dłuższej formule to by nie zgrało. Zwolnienia czasu i uniki przed pociskami fajnie dynamizują zabawę. W Maxie mi się podobało ale przez pierwsze 5 godzin. Potem było cholernie monotonnie i ciągnęło się jak kluchy. Tu też by tak było gdyby gra była dłuższa. A Gunslinger ma jeszcze jeden plus – krótkie i satysfakcjonujące etapy. Idealny na przerwy w pracy (takie po 20 – 30 minut)