WORLD WAR Z – ZOMBIE, ZOMBIE, ZOMBIE?

Lipiec 4th, 201311 komentarzy
Budujemy mosty

Budujemy mosty

Brad Pitt zwiedza ciekawe miejsca i ucieka przed interesującymi ludźmi.

Tytuł oryginalny: “World War Z”; tytuł polski:  “Jak przeżyć Wojnę Zombie i nie zwariować”
Gatunek: ultimate zombie movie z mężem Andżeliny
Reżyserował: ten od słabego Bonda i Kaznodziei z Karabinem
Za występy pensje pobrali: Brad Pitt jako wysłannik ONZ, Brad Pitt jako pilot, Brad Pitt jako żołnierz, Brad Pitt jako naukowiec, Brad Pitt jako ojciec i Jack Shepard jako „nawet go nie zobaczyłem w filmie, ale jest w napisach to o nim wspomnę”

BEZSPOJLEROWE STRESZCZENIE SCENARIUSZA

Świat atakują zombie. W przeciwieństwie do tradycyjnych żywych trupów, te z „World War Z” biegają jakby przemianie ulegali jedynie krewni Usajna Bolta. Do tego diabelstwa są skoczne jak pchły, a do przemienienia w takiego przyjemniaczka wystarczy jedno ugryzienie i 12 sekund. Tak jest – ludzkość ma przerąbane. Ale hola, hola. Przecież uchował się jeszcze Brad Pitt. I teraz to właśnie on bardzo przyjmie rolę ostatniej nadziei ludzkości. I jako ta nadzieja będzie on sobie latał po świecie, poznawał interesujących ludzi i uciekał przed zombie, które koniecznie chcą go dotknąć i pożreć. Pitt w całej tej bieganinie nawet zdąży oddać się swojemu hobby i zaadoptuje dziecko z nie- amerykańskim rodowodem. Czyli jeżeli zamienimy zombie na paparazzi i psycho-fanów to właściwie dostajemy film biograficzny.

Budujemy wieże. Zombie budowniczy

Budujemy wieże. Zombie budowniczy

WARTOŚĆ EDUKACYJNA FILMU, CZYLI CZEGO NAUCZYŁEM SIĘ NA “JAK PRZEŻYĆ WOJNĘ ZOMBIE I NIE ZWARIOWAĆ”

  • trzeba być w ruchu. Ruch to życie,
  • ich słabością jest… Słabość!
  • matka natura to dziwka i seryjny morderca zarazem (czyli matką naturą została Aileen Carol Wuornos po śmierci?),
  • Żydzi budują niezłe mury,
  • chodzenie do dentystów skraca życie.

W FILMIE PODOBAŁO MI SIĘ

Poszczególne „akty”. Są absolutnie bezbłędne! Coś pięknego… Do tego same zombiaki – i pojedyncze, i w postaci fali. Robią wrażenie. No i jeszcze policjant w sklepie był spoko.

W FILMIE NIE PODOBAŁO MI SIĘ

Całkowity brak krwi. Zombie nie wyrywają flaków i nikt nie rozwala ich łbów na pierwszym planie. No ale czego się nie robi żeby i szkoły poszły do kina!

NAJLEPSZA SCENA

Ostatni lot „Air Belarus”

Brad patrzy na świat z nieba i szuka dzieci do adopcji

Brad patrzy na świat z nieba i szuka dzieci do adopcji

Masz mało zombie? Koniecznie odśwież sobie 3 odcinek Masy Kultury, w którym stworzyliśmy zombie leksykon!

WERDYKT

„World War Z” to ostateczny film o zombie. Poza brutalnością i scenami gore jest tu wszystko czego moglibyśmy oczekiwać od opowiastek o żywych trupach. Zupełnie jakby twórcy przed pisaniem scenariusza przygotowali sobie punkty, które w ich przekonaniu film o zombie musi dostarczyć.

(Mały Spojler) Ta lista mogła wyglądać mniej więcej tak:Pokaż

Pomimo, że jest to letni blockbuster to poniekąd ucieka od przyjętej ostatnio konwencji przez co wydaje się dosyć świeży w zalewie identycznych filmów. Wszystko dzięki ciekawemu „epizodycznemu” dawkowaniu akcji. W filmie obserwujemy bowiem jak Brad Pitt podróżuje po różnych miejscach na świecie. Każda taka miejscówka to poniekąd zamknięty epizod z własnym nastrojem, tempem i klimatem.

I tak początkowo oglądamy tradycyjny zombie movie. Brad jest ojcem, który jest świadkiem wybuchu epidemii na ulicach miasta i stara się uratować swoją rodzinę. Jest efekciarsko, a chaos jest totalny. Następnie film przyjmuje konwencję horroru. Teraz to Brad Pitt prowadzi swoją rodzinę przez pełen zombie wieżowiec. Chwilę potem oglądamy nocne zmagania żołnierzy z zombie na lotnisku i absolutnie najbardziej efekciarskie sceny w Jerozolimie. Takich epizodów jest więcej. Każdy z nich jest wysmakowany i efektowny. Te sceny potrafią zapaść w pamięci i spokojnie bronią się jako samodzielne akcje.

Problem w tym, że przez taką konstrukcję wątek Pitta jest miałki i mało przekonujący. Zresztą sam główny bohater raczej nie jest postacią, która zapadnie w pamięć. Wszystko przez to, że na skutek tej konstrukcji Pitt w poszczególnych scenach musi przyjmować trochę inne role. Raz jest bardziej ojcem, raz żołnierzem, innym razem dziennikarzem lub naukowcem. Ciężko przywiązać się do jego losów.

Brad Pitt chciał w tym filmie udowodnić, że biega lepiej niż Tomek Kruz. Oczywiście poległ z kretesem...

Brad Pitt chciał w tym filmie udowodnić, że biega lepiej niż Tomek Kruz. Oczywiście poległ z kretesem…

Oczywiście w dużej mierze to pokłosie książki, która była zbiorem opowiadań. Można się pieklić, że film z książką ma niewiele więcej wspólnego. Właściwie punkty styczne to głównie tytuł, zombie (chociaż w filmie i książce są zupełnie inne) i skala wydarzeń. Poza tym kilka scen jest zainspirowanych literackim oryginałem. Nie da się jednak ukryć,że materiał źródłowy został potraktowany po macoszemu. I dobrze. Moim zdaniem w tym filmie udało się wybrnąć z pułapek jakie powstałyby przy wierniejszej adaptacji książki Maxa Brooksa. Trochę mi tylko żal, że w kinie nie obejrzymy bitwy pod Yonkers, która wydawała mi się żelaznym punktem programu, a naukowcy ani razu nie nazywają wirusa zombizmu jedyną i słuszną nazwą, czyli solanum.

Jeżeli chodzi o wady to poza sztucznym okrojeniem brutalności i szczątkowym wątkiem głównym to razi też ostatni epizod. Po świetnych scenach w Jerozolimie wydaje się on za wolny i zbyt rozwlekły. Drobną goryczką jest też same zakończenie. Ewidentnie film ucięty jest w złym miejscu i w zły sposób. Po części wynika to pewnie właśnie ze słabości głównego wątku. Jest on tak miałki, że po prostu nie może zakończyć się ciekawiej. Z drugiej strony miałem wrażenie, że Forester chciał powiedzieć „ta historia jest tak wielka, że muszę opowiedzieć ją w „trylogii”, a potem zebrał kasę tylko na jeden film i posłużył się jakimś mechanicznym kompresorem. Szkoda, bo 3/4 filmu są rewelacyjne. Ale głowy do góry! Film odniósł tak duży sukces, że Paramount dał już zielone światło na sequel. Zombie będzie więcej.

zombie, Zombie, ZOMBIE!

PS

3D w tym filmie jest kompletnie do bani. Obraz ciemny, efekty to tylko słaba głębia. Ewidentnie dopchane jest to na silę.

5na6

« MASA KULTURY 46 – MAN OF STEEL
CALL OF JUAREZ: GUNSLINGER – REWOLWEROWIEC PRZY KIELISZKU BURBONA »

Categorized Under

film Polecam

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts

  • Nadrobiłem „World War Z”. Nie zgadzam się z niektórymi malkontentami. Moim zdaniem to jeden z fajniejszych blockbusterów tego lata. Owszem, krwi brakuje, scena z telefonem jest moooocno naciągana, a konstrukcja filmu przypomina przechodzenie z poziomu do poziomu w grze wideo.

    Ale sceny akcji są uzasadnione, ujęcia szerokie i spokojne (a nie tak jak ostatnio wszędzie – w stylu MTV i z bliska), lokacje, efekty i statyści prawdziwi i tylko wzbogacani CGI, a końcówka WRESZCIE spokojna i bez 30 minutowego napierdzielania bez sensu. No i masa fajnych i dobrze zagranych postaci (niekoniecznie Pitt, ale cała reszta ;).

    Bawiłem się lepiej niż na „Pacific Rim”, w którym nic nie widać czy kompletnie przesadzonym pod koniec „Man Of Steel”.

  • smitu

    W 2D ten film był jeszcze lepszy :)

  • Pietrek

    Jak dla mnie film ot przeciętniak, zobaczyć można, nie jest zły ale dupy też nie urywa. Najbardziej podobał mi się chaos na samym początku, Jerozolima i oczywiście prze-miodne sceny z masowymi symulacjami tłumu, te zapamiętam na długo. Niby coś nowego w obleganym temacie ale faktycznie chyba za wiele chciano upchnąć w tym filmie i wyszedł taki mdły mix.
    Współczuję jak ktoś to oglądał w 3D, widziałem płaski pokaz a i tak były momenty w których film był tragiczny w odbiorze (np. fragment w wieżowcu). Moja aktualna polityka odnośnie trójwymiaru ogranicza się wyłącznie do bajek, te wyglądają znośnie.

    A i swoją drogą polecam Despicable Me 2! Arcydzieło to nie jest ale lepsza od jedynki i ubaw po pachy :)

    • POLIP

      Szczególnie podoba mi się tłumaczenie, tak jedynki, jak i dwójki – polska szkoła kreatywnego przekładu nadal żywa!

    • Pietrek

      Mnie na szczęście ta wątpliwa przyjemność obcowania z polskimi tłumaczeniami omija ;D Z drugiej strony co tu narzekać w końcu Polacy nie gęsi x]

    • POLIP

      Ja też akurat siedzę w UK, ale potem chciałem ocenić film na Filmwebie i co? „Minionki rozrabiają”! WTF? o_O

  • POLIP

    „3D w tym filmie jest kompletnie do bani. Obraz ciemny, efekty to tylko słaba głębia. Ewidentnie dopchane jest to na silę.” – zastanawiam się, do jakiego filmu (nie licząc „Avatara”) ten tekst NIE pasuje. Niby w nowych „G.I. Joe” było nie najgorsze 3D, ale żeby w ogóle iść na „G.I. Joe” do kina, to trzeba mieć uszkodzoną głowę…

    • Zgodzę się. Czasem tylko 3D jest „względnie znośne”. Ja zawsze jak mogę to wybieram 2D. W wypadku „World War Z” nie było to możliwe, bo dostałem bilety na pokaz filmu. A darowanemu zombie w szczękę nie zaglądasz. Nie zmienia to faktu, że w tym wypadku 3D jest zdecydowanie poniżej poziomu „względnie znośne”

  • Rafał

    Miałem nie iść, bo mi się kupony do heliosa kończą, ale teraz się zastanowię. Martwi mnie ten brak jakichkolwiek flaczków i krwi.

    Btw. na Iluzji byliście? Mi się bardzo podobała, może i film bez jakiejś głębi, ale w kinie świetnie się to ogląda.

    • Wczoraj byłem na „Iluzji”. Przyjemny popcorniak bez zbyt wielu idiotycznych motywów. Będzie recka. Stay tuned…

  • Na szczęście w Heliosie i Multikinie jest w 2D.