WOJNA STAREGO CZŁOWIEKA – STARY CZŁOWIEK I KOSMOS

Listopad 1st, 20162 komentarze

wojna

Pobór w domu starców.

BUM BUM W KOSMOSIE

„Wstąp do armii. Poznaj nowe rasy i rozwal je kulami z karabinu” – na tym sprawdzonym schemacie John Scalzi oparł swoją debiutancką powieść sci-fi – „Wojna Starego Człowieka.  I właściwie to wszystko co musicie wiedzieć – jest kosmos, są kosmici i jest też wiele kul wyplutych z kosmicznych broni. Są też tytułowi starzy ludzie, czyli 75-latkowie wysyłani na pierwszą linię frontu.
Planeta Ziemia nie zmieniła się zbyt mocno od naszych czasów. Życie toczy się na niej tak jak zawsze, poza drobnym faktem – ludzkość zaczęła eksplorację kosmosu. Nasza planeta jest jednak szczelnie izolowana od wieści ze wszechświata. Docierają do niej tylko strzępy informacji, które pozwalają sądzić, że po pierwsze w kosmosie trwa wojna, a po drugie, że technologia jaką dysponują kosmiczne kolonie jest dużo bardziej zaawansowana od tej, którą znają ziemianie.

Dlatego oferta poborowa skierowana przez Służby Obrony Kolonii dla obywateli Ziemi jest niezwykle kusząca. Zaciągnij się do wojska i walcz przez dwa lata, z możliwością przedłużenia służby do dziesięciu lat. Warunków jest kilka. Potencjalny rekrut musi mieć skończone 75 lat i na zawsze pożegnać się z Ziemią. Po wstąpieniu do armii nie będzie już dla niego powrotu. W zamian jednak rekrut może oczekiwać odmłodzenia organizmu i drugiego życia. Czy może być coś bardziej kuszącego dla starca?

ALIENS ZAMIAST ODYSEI KOSMICZNEJ

Książka opisuje losy Johna Perrego, byłego obywatela USA, który korzysta z propozycji i wyrusza w kosmos. Dalej jest już standardowo dla militarnego science fiction – mamy obowiązkowe sekwencje zawiązywania przyjaźni wśród rekrutów, ciężki trening pod okiem szorstkiego sierżanta oraz kolejne potyczki z różnymi rasami obcych.

Ta książka to bardzo dobra space opera. Autor świetnie wyczuwa rytm opowieści i potrafi utrzymać wysokie tempo od pierwszej do ostatniej strony. Bardzo dobrze też radzi sobie z doprawianiem historii szczyptą humoru. I chociaż nie traci zbyt dużo czasu na kreację postaci, to jednak jesteśmy w stanie się do nich przywiązać i im kibicować.
I chyba moim największym problemem z „Wojną Starego Człowieka” jest to, że John Scalzi nie wysila się na nic więcej. Kilka razy zarysowuje jakieś ciekawe problemy, ale nigdy nie stawia ich w centrum opowieści. Szkoda, bo zarysowanych jest naprawdę kilka ciekawych wątków, od izolacji Ziemi przez kolonię, przez pytania o tożsamość po rolę człowieka w kosmosie (kolonizator, ofiara, czy ostateczny drapieżnik). Może to kwestia zbieżności tytułów, ale co chwila miałem nadzieję, że Scalzi chce iść w ślady Haldemana i jego „Wiecznej Wojny”. Niestety. „Wojna Starego Człowieka” to tylko książka akcji.

Nie zmienia to faktu, że w swojej kategorii jest po prostu bardzo dobra. Jej ekranizacja na pewno nie będzie nową „Odyseją Kosmiczną”, ale na bycie nowym „Aliens” miałaby już dużo szanse.

CHŁOPCY I DZIEWCZYNY KONTRA KOSMICI

„Wojna Starego Człowieka” to świetne czytadło od którego nie mogłem się oderwać i pomimo chronicznego braku czasu połknąłem w dwa dni.  To szybka, dynamiczna lektura, o dzielnych chłopcach i dziewczynach walczących w kosmosie z paskudnymi kosmitami, którą po prostu dobrze się czyta.

Książkę, w przekładzie Jakuba Małeckiego, dostarczyło do recenzji wydawnictwo Akurat. To nowe wydanie jest już dostępne w księgarniach. Oryginalnie książka została wydana w 2005 r. Doczekała się pierwszego polskiego wydania w 2008 r. za sprawą wydawnictwa ISA.

— — — — — — — — —
CEBULA ROKU 2016
— — — — — — — — —

Rozumiem względy marketingowe, ale nowe wydanie „Wojny Starego Człowieka” muszę nominować do nagrody Cebuli 2016. Z okładki książki na czytelnika spogląda bowiem Master Chief. A właściwie wierna kopia tego słynnego bohatera z serii gier „Halo”. Jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to w wizjerze kasku odbijają się też kolejni Spartanie. To ordynarne oszustwo, którego nie da się tego obronić twierdzeniem o „przypadkowym podobieństwie”. Sprawa o tyle kuriozalna, że żołnierze w książce ani nie noszą żadnych wspomaganych zbroi (raczej tylko kombinezony), ani tym bardziej żadnego rodzajów kasków. Tym samym serdecznie życzę wydawcy żeby okładką zainteresował się Microsoft posiadający prawa do marki Halo. Szkoda tylko, że pod tym oszustwem podpisany jest autor książki, która świetnie broni się sama.

Post tags

  • igimat

    Ostatnio czytałem podobną serię Undying Mercenaries B.V. Larsona, niewydaną niestety w Polsce. Gorąco polecam. Mimo że jest to seria, w której ważną rolę zajmuje strzelanie do obcych, to jednak równie dużo jest rozkminiania jak obce rasy pojmują świat. Jest też audiobook, który prawdopodobnie jest najprzyjemniejszą metodą przyswojenia serii.

  • waniah

    Jeżeli chodzi o rozwój VR to kilka pomysłów na rozwój. Np http://www.vrhunters.pl/kat-walk-powalczy-o-prymat-na-rynku-biezni-vr/
    Strój powinien ograniczać ruchy symulując różne przeszkody, np ściany. Metoda np. płyny zmieniające się w ciało stałe pod wpływem rożnych czynników

    Może wpływanie na błędnik . Okulary wyświetlające obraz na siatkówce dźwięk drgająca czaszka :)

    A co do Chin polecam film Suzhou River Z Polskim akcentem. Jako małym Tip :)