WALKING DEAD – JEDNAK BYŁO PO CO OGLĄDAĆ SEZON NR 2

Marzec 22nd, 20120 Comments »

Z każdym kolejnym odcinkiem drugiego sezonu Walking Dead zadawałem sobie jedno pytanie – dlaczego to jeszcze oglądam?

Przecież jakoś szczególnie z bohaterami się nie związałem. Bo jak tu polubić szeryfa Ricka, który w kółko robi minę, jakby narobił w spodnie i teraz miał to zamiar rozchodzić. Przeciwwagą dla niego miał być Shane. Ale oglądanie podchodów tego drugiego do przejęcia władzy nad grupą również ciekawe nie było. Po prostu oglądając ten serial nadal mam wrażenie, że ktoś spieprzył casting. Chciałbym móc polubić głównych bohaterów, albo chociaż ich znienawidzić. A tutaj nie odczuwam żadnych emocji. Ich los jest mi po prostu obojętny. Te postaci, które są jakieś i polubić by się je dało zostały zepchnięte na dalszy plan  i miały szansę zabłysnąć tylko w pojedynczych epizodach (zaradna Andrea, wujek dobra rada Dale i myśliwy- killer Daryl). Najzabawniejszy był jednak T-Dog, czyli jedyny czarnoskóry w ekipie. Przez cały drugi sezon wypowiedział on może z 3 zdania i chyba ani razu nie podjął sam żadnej inicjatywy. Po prostu robił za tło.

Do tego grupa przez cały sezon bawiła się w domek na prerii. Dosłownie przez około 10 odcinków oglądaliśmy jak ludzie, którzy przeżyli Zombie Apokalipsę zamiast kombinować co dalej, budować zasieki i gromadzić zapasy tracili czas na odtwarzanie scen rodem z telenowel. „Ona Ciebie kocha, ale ty ją też i dlatego nie możecie być razem” – co chwila słuchaliśmy podobnych głupot.

Zombie występowały epizodycznie. Bo widać farma pełna krów i głupich, głośno zachowujących się ludzi nie wydawała im się najapetyczniejszym kęsem. Ale pomimo nudy i miałkości drugi sezon Walking Dead miał swoje MOMENTY. I były to naprawdę mocne akcenty (jak chociażby rozwiązanie kwestii z poszukiwaniem Sophii, wyciąganiem truposza ze studni i Darylem, który „zgubił się” sam w lesie). To są jednak smaczki. Pyszne rodzynki, które trafiły do zakalca.

Ale jest także finał. Już dwa ostatnie odcinki skutecznie podnoszą tempo i adrenalinę. I jak dalej bohaterów nie polubiłem, to w końcu zaczęło się coś chociaż dziać. Sam finał to już zupełnie inna historia. Oglądając go miałem wrażenie, że po to, aby zrealizować te kilkanaście (a może nawet kilkadziesiąt) minut akcji na farmie, producenci Walking Dead oszczędzali kasę przez cały sezon.

Uwielbiam temat zombiaków dlatego od Walking Dead na razie nie odejdę. Soczysty finał to niezły powód do przebrnięcia przez niezbyt wybitne odcinki. Jednak nie da się ukryć, że serialowi brakuje  bardziej wyrazistych bohaterów, atmosfery osaczenia (w końcu to apokalipsa zombie!) i niepewności o kolejny dzień. Przydałaby się także jakaś tajemnica, coś co wciągałoby nas w całą zabawę. Niestety nic takiego tutaj nie uświadczymy. I dlatego Walking Dead można nazwać co najwyżej dobrym serialem. A to niestety marnuje pokładane przeze mnie w tym serialu nadzieje.

PS

Celowo nie odnosiłem się do komiksu, bo znam jedynie pierwsze zeszyty. Uważam jednak, że serial powinien obronić się sam, a tak się chyba nie do końca dzieje.

« NAZIŚCI Z KOSMOSU – PIERWSZE 4 MINUTY IRON SKY
MASA KULTURY PODCAST 3 – TEN O ZOMBIE »

Categorized Under

główna Polecam serial

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts