Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(): Failed opening '/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php71/lib/pear') in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

THE WALK – FABULARNY MAN ON WIRE

Październik 13th, 20152 komentarze

image

Francuz po drucie łazi nad przepaścią.

  • Tytuł oryginalny: “The Walk” (tytuł polski “Francuz na Drucie Historia Prawdziwa”)
  • Gatunek: lęki wysokości
  • Reżyserował: Robert Zemeckis
  • Za występy pensję pobrali: lewa noga Josepha Gordon-Levitta bosa, prawa noga Josepha Gordon-Levitta bosa, lewa noga Josepha Gordon-Levitta w baletce, prawa noga Josepha Gordon-Levitta w baletce. Obie stopy Josepha Gordon-Levitta w butach. Francuski akcent Josepha Gordon-Levitta i język francuski Josepha Gordon-Levitta. Nos Bena Kingsleya.
  • W skrócie: Facet ma drut i szalony pomysł. Udaje mu się.

BEZSPOJLEROWE STRESZCZENIE SCENARIUSZA

Philippe Petit jest francuskim socjopatą.. Lubi bawić się żyłką, sznurem i drutem przez co często ma problemy z policją. Ma też grupkę wiernych sobie wyznawców. Razem z nimi wyrusza do USA by tam realizować swoje szalone fantazje. Oczywiście zabiera ze sobą metry żyłki, sznura i drutu.

Niestety film prawdopodobnie bardzo rozczaruje dwie grupy odbiorców – fanów Milczenia Owiec i 50-Twarzy Greya. Tych pierwszych muszę ostrzec, że Philippe nie wykorzystuje swoich żyłek, sznura i drutu do krwawego mordowania mieszkańców Nowego Jorku. Tych drugich (te drugie) informuje, że Philippe nie używa żyłek, sznura i drutu do wiązania kobiet i uprawiania z nimi widowiskowego, lecz bezpiecznego seksu.

Nic z tego. Philippe po prostu lubi sobie po tym drucie pochodzić. I ma ochotę na najdłuższy spacer swojego życia. I mu się udaje. Koniec.

grey

W temacie kreatywnego wykorzystania lin Petit mógłby się wiele nauczyć od Greya…

 

WARTOŚĆ EDUKACYJNA FILMU, CZYLI CZEGO NAUCZYŁEM SIĘ NA „FRANCUZ NA DRUCIE HISTORIA PRAWDZIWA”

  • wiązanie lin to wcale nie jest prosta sprawa,
  • trzy śruby są lepsze niż dwie śruby,
  • kawiarniane parasole całkiem nieźle sprawdzają się jako podręczne parasolki,
  • lęk wysokości działa też podczas oglądania filmu w kinie,
  • nie pogadasz sobie z mewą,
  • gdy skąpiesz się w jeziorku wdrap się na Notre Dame. Pomaga.

W FILMIE PODOBAŁO MI SIĘ

  •  To że ten film można spojlerować! On przejdzie. Uda mu się! Nie spadnie!
  • Joseph Gordon-Levitt. Absolutnie czarujący. Łazi po linie, gada po francusku, pokazuje całą gamę emocji,
  • Nietypowa narracja prowadzona przez  Josepha Gordon-Levitta. Cudo!
  • Oczywiście każdy spacer po linie. Przepiękne!
  • Śliczne zdjęcia Dariusza Wolskiego. Szykuje się nominacja do Oscara za The Walk lub Marsjanina,
  • Lekki, bajkowy klimat. Troszkę jak w „Amelli” lub „Hugo i Jego Wynalazek”,
  • Ben Kingsley i jego nos,
  • zjawiskowa Charlotte Le Bon.
walk (2)

Zrób zaciętą minę. OK. Teraz to samo, ale po francusku! Ooo ślicznie, kręcimy!

W FILMIE NIE PODOBAŁO MI SIĘ

  • trik z Pettitem uczącym się angielskiego żeby większość filmu (również sceny we Francji) mogły być po angielsku. Słabe. Mogli już zostać z Francuskim, szczególnie, że w rzeczywistości Pettit długo nie umiał angielskiego,
  • wybielanie postaci Pettita. Zadziałała prawda Hollywood i Pettit został postacią pomnikową dążącą do realizacji swojego snu o wolności za wszelką cenę,
  • lekkie moralizatorstwo (ale czego innego oczekiwać w filmie o dwóch wieżach?)

NAJLEPSZA SCENA

Spacer po linie. Każdy. Są absolutnie niesamowite i zapiszą się w historii kina na długo.

walk3

To ja sobie tu przycupnę w oczekiwaniu na dalszą część recenzji. Nie będę nikomu przeszkadzał!

 

WERDYKT

Specjalnie dzień przed seansem „The Walk” obejrzałem film dokumentalny „Man on Wire”, który zdobył Oscara w 2009 r. Oba filmy opowiadają o tym samym, brawurowym wyczynie Philippe Petita. I oba są zgodne co do faktu, że Petit to artysta, szaleniec, wizjoner, który gotów poświęcić był wszystko dla realizacji swojego marzenia, czyli spaceru pomiędzy dwoma wieżami World Trade Center.

Oczywiście nowszy film poświęca trochę prawdy aby lepiej wpasować się w holywoodzką narrację. I tak wycięto całą wycieczkę Pettita do Australli oraz znacząco skrócono przygotowania do wejścia na WTC. Uproszczono też samo nielegalne zdobywanie wież. Najwięcej jednak zmian spotkało to co działo się później.

W filmie Petit jest nieskalany do końca. W dokumencie wyznaje, że zaraz po wyjściu z aresztu poszedł kochać się ze swoją pierwszą napotkaną fanką i dopiero po dłuższym czasie przypomniał sobie, że ma przyjaciół i dziewczynę. Zresztą zaraz potem i dziewczyna i przyjaciele opuścili go w dosyć niemiłych okolicznościach.

Oczywiście w filmie fabularnym tego już nie zobaczymy. Taka jest już prawda srebrnego ekranu. Zemeckis potrzebował kogoś nieskalanie czystego, aby móc w epilogu przemycić podnoszący na duchu przekaz odnośnie zniszczonych wież. Bo to ma być film o nadziei i potędze wolności, której nic nie jest w stanie złamać (dosyć uwypuklona w filmie jest analogia między Petitem a USA). Takie prawo reżysera do dowolnego prowadzenia fabuły. Ale chociażby dlatego warto zapoznać się z oboma filmami.

walk4

Francuz na skraju świata

 

Trzeba przyznać, że Zemeckis po raz kolejny dostarczył nam niesamowicie widowiskowy i porywający spektakl. Nie zabrakło w nim kilku odważnych decyzji, takich jak oparcie całości na narracji Gordon-Levitta, który w roli Philippe Petita jest absolutnie czarujący. Kradnie cały ekran i staje się magnesem na uwagę widza. Czyli robi wszystko to co powinien robić dobry artysta występujący przed tłumem. Pod tym względem udało mu się naprawdę dobrze wczuć w Petita, który chociażby w „Man on Wire” pokazał się właśnie jako wspaniały estradowiec.

Akcja leci bardzo szybko. Udało się w nią wpleść też trochę nostalgii za dawnymi czasami i dobrego, przeważnie niewymuszonego humoru. Całość skutecznie gra na naszych emocjach. A to właśnie powinno robić dobre kino. Także jeżeli to jeszcze nie było dla Was jasne to „The Walk” to zdecydowanie bardzo dobry film.

Oczywiście jest to także obraz bardzo efektowny. Wszystkie sceny na wysokości powodują, że wstrzymujemy powietrze. Chociaż doskonale wiemy jak cała historia się zakończy to i tak mocno zaciskamy pięści. Duża w tym zasługa zarówno speców od efektów specjalnych, którzy przywrócili dwie wieże do życia jak też i wyjątkowo sugestywnych zdjęć. Będę naprawdę zdziwiony jeżeli film nie zostanie nominowany przynajmniej w tych dwóch kategoriach do Oscara.

thewalk5

Petit wymiata też w origami

 

Zemeckis też skutecznie ubiera wszystko w formę bajki. Film jest tylko opowieścią kuglarza stojącego na szczycie Statuy Wolności. Chwilami jest więc dosłownie pokolorowany (świetna scena otwierająca – czarno biały Paryż, czy poczekalnia u dentysty). Nie brak w nim szybkich cięć, bardzo plastycznych ujęć czy w końcu pewnego pierwiastka niesamowitości (poczekajcie na ptaka). Osobiście spodziewałem się bardziej, że Zemeckis nakręci film bliżej estetyki heist movie. Był do tego niezły materiał jednak reżyser postanowił iść inną drogą. I nie popełnił błędu.

„The Walk” to niesamowite kino i kolejny już w tym miesiącu film, który po prostu trzeba zobaczyć w kinie (w zeszłym tygodniu recenzowałem świetnego „Marsjanina”). To opowieść, która spodoba się niemal każdemu. Mamy tutaj bohatera, któremu kibicujemy, wspaniałe ujęcia oraz walkę o realizację swoich marzeń bez względu na niesprzyjające okoliczności.

Takie spacery to ja bardzo, bardzo lubię.

« CZY ROZGRYWKA MOŻE OPOWIADAĆ HISTORIĘ?
MASA KULTURY 93 – PORNOSONIC »

Categorized Under

film Polecam

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts

  • SajFaj

    Jak widać nawet z ciągnięcia druta pod chmurką i spacerku po nim można zrobić widowiskowy, emocjonujący film. Z Gordon-Levitta będą ludzie bo praktycznie większość produkcji w których uczestniczył to warte obejrzenia filmy. Oby tak dalej.

  • Byłem, widziałem.

    Zdecydowanie imponujący popis wizualnych umiejętności Zemeckisa i jego ekipy. Jak zwykle u niego, efekty specjalne zlewają się ze światem rzeczywistym i wbijają w fotel.

    Gordon Levitt również udany. Nie widać w roli jego samego, co udaje mu się rzadko.

    Podoba mi się bajkowość, o której pisze Michał. Szczególnie mocna koloryzacja scen w Paryżu gdzie leśne tło wygląda momentami jak z Hobbita.

    Efekty 3D w IMAXie sprawiają, że ma się wilgotne ręce.

    W filmie jest też wspomniany przez Michała, ale nie zauważony „heist movie”. Cała sekwencja szykowania się do akcji jest zrobiona w takim stylu. Montaż i muzyka w czasie seansu kojarzyły mi się momentalnie z Ocean’s 11. Później to znika, a przejście między klimatami jest zrobione po mistrzowsku.

    Niestety z filmem mam dwa problemu.

    Po pierwsze wieże WTC. Rozumiem, że muszą być bohaterami, ale aż tak łopatologiczną sentymentalność na końcu Zemeckis mógł sobie odpuścić. Wiadomo jednak – Amerykanie to pokochają.

    Druga, poważniejsza sprawa, to narracja. Michał pisze: „Nietypowa narracja prowadzona przez Josepha Gordon-Levitta. Cudo!”

    Absolutnie nie! Ten element systematycznie psuł mi film i koniec końców zostawił ogromny niesmak po seansie

    Wizualnie jest to zrobione ciekawie (choć dość tandetnie), ale poza tym to jest tragedia. To najgorsza z możliwych narracji w kinie/komiksie. Taka, która nie dość, że wyjaśnia łopatologicznie widzowi coś, co nie musi/nie powinno być wyjaśnione, to jeszcze często powtarza dosłownie to, co widzieliśmy chwilę temu na ekranie.

    Być może to ukłon w stronę książki, na podstawie której powstał film, a może dodatek dla mniej ogarniętych widzów. Tak czy siak momentami jest to tak absurdalne, że aż nierealne (Bohater zdejmuje buty, narrator mówi, że zdjął buty. Bohater widzi ptaka, narrator mówi, że widział ptaka itd.). Jest tego za dużo, jest zbyt proste, by nie powiedzieć prostackie. Szczególnie pod koniec, gdy emocje sięgają zenitu.

    Mimo to film jest wart obejrzenia w kinie. Efekty wizualne zachwycają, obsada się sprawdza, a niektóre elementy filmu („włamanie” no i oczywiście spacer) się sprawdzają.

    Bawiłem się dobrze, ale gorzej niż na „The Martian” obejrzanym dwie godziny później :)