STAR TREK INTO DARKNESS – HOLMES, SYLAR I ROBOCOP W KOSMOSIE

Maj 29th, 20136 komentarzy
No i w pizdu wylądował...

No i w pizdu wylądował…

Ciemność, widzę ciemność

Tytuł oryginalny: “Star Trek Into Darkness”, tytuł polski „Kirk i Spock w kosmosie”
Gatunek: Pół Star Trek, pół Indiana Jones, w pełni bum bum w kosmosie
Reżyserował: ten kolo co reżyseruje wszystkie wasze ulubione serie sci-fi oprócz Aliens
Za występy pensje pobrali: Sylar w wersji elfickiej, kapitan Kirk, hura-rura Uhura, Sherlock Holmes, Robocop, Rusek od czarnej roboty, Spock, Scotty (i jego kumpel Hałabała), Harold, sędzia Dredd, blondi od cycków, statyści ludzcy, statyści kosmiczni

BEZSPOJLEROWE STRESZCZENIE SCENARIUSZA

W przyszłości jest źle. Tajemniczy terrorysta urządza zamach bombowy w centrum Londynu. Rypnęło tak mocno, że zabawy Javiera Bardem z budynkiem MI6 z ostatniego Bonda to małe piwko. Londek ostatnio ma pecha. Niech potencjalni emigranci wezmą to pod uwagę przed wyjazdem, a nie jęczą jak to w Polsce jest źle.  Nas przynajmniej nie chcą wysadzać (ani dziś, ani w przyszłości)…

Ale o filmie miało być.  Były wybuchy. W momencie gdy wnukowie polskich emigrantów drżą ze strachu Gwiezdna Flota urządza polowanie na terrorystę. Dlaczego akurat Gwiezdna Flota? Nie mam pojęcia. Najwyraźniej w przyszłości policja, armia i służby specjalne nie zajmują się taką drobnicą jak zamachy terrorystyczne. Klawa to idea jest. Ja proponuję też marynarkę wojenną częściej zatrudniać. Na przykład do eskortowania kibiców. No ale to przyszłość. I statki takie jak USS Enterprise nie maja na pokładzie broni, bo są okrętami pokojowymi ze swojej natury. Nieważne i to. Drania trza dorwać! Do akcji ruszają najlepsi – kapitan pijak (powołany, odwołany, powołany do służby ponownie), Sylar i reszta wesołej ekipy znanej z poprzednich filmów. Brakuje tylko rycerzy Jedi, hobbita i Wookiego. Ale ten brak uzupełnia blondi. W końcu ktoś musi wystawić cycka w kosmosie. I tak wesoła wyrusza, aby złapać terrorystę Sherlocka Holmesa i przy okazji postrzelać w kosmosie.

Cycki w kosmosie. W filmie przez 2 sekundy. W materiałach promocyjnych - na pierwszym planie

Cycki w kosmosie. W filmie przez 2 sekundy. W materiałach promocyjnych – na pierwszym planie

WARTOŚĆ EDUKACYJNA FILMU, CZYLI CZEGO NAUCZYŁEM SIĘ NA “KIRCK I SPOCK W KOSMOSIE”

  • USS Enterprise zbudowany jest tak żeby dać zatrudnienie jak największej ilości statystów i w ten sposób zmniejszyć problem bezrobocia w przyszłości. Przecież da się zbudować większy statek bez załogi,
  • Słabo być tym etatowym pracownikiem Enterprise, bo nikt absolutnie nie przejmuje się twoim życiem albo śmiercią. Przekonuje mnie to do teorii, że to nie zawodowcy ale ludzie co jeszcze wczoraj stali w kolejce po zasiłek a ich obecność na USS Enterprise jest całkowicie bezproduktywna,
  • tematy komór hibernacyjnych jest w tym roku trendi w filmach sci-fi,
  • za każdym razem jak na mostku wydasz dziwną komendę zareaguje na nią jeszcze bardziej dziwny kosmita,
  • Gwiezdna Flota jest już przyzwyczajona do wszechobecnego „efektu flary” i „rozbłysków” w kosmosie, widz nie,
  • W sytuacji zagrożenia warto pogadać z samym sobą. Najlepiej z sobą z innego wymiaru,
  • misja w której życia nie narażał kapitan, pierwszy oficer i reszta kluczowych członków załogi to niedzielny spacer po parku, a nie misja,
  • jeżeli projektujesz obcisłe uniformy – pamiętaj o tym żeby wstawić w nich zamek, dzięki któremu kobiety będą mogły wystawić piersi na powietrze.

W FILMIE PODOBAŁO MI SIĘ

Bum bum w kosmosie, załoga Enterprise i świetna obsada. W końcu Cumberbatch (i jego wspaniały głos) dumnie wkracza z Wielkiej Brytanii do pierwszej, Hollywoodzkiej ligi. Oj oj, będzie on świetny jako Smaug w Hobbicie, bo już w Treku pokazuje pazurki.  Podobała mi się także historia, która ratowanie świata miałaod niechcenia w tle. Tym razem opowieść była niemal kameralna. Dodatkowo całkiem sprawnie opowiedziana bez większych (no może poza jednym- dwoma) idiotyzmów. Dzięki temu, w przeciwieństwie do Iron Mana 3 nie czułem tego lekkiego zażenowania, że całość mi się podoba

W kinie ceni się dzisiaj głównie oryginalność ... (http://www.mediastinger.com/)

W kinie ceni się dzisiaj głównie oryginalność … (http://www.mediastinger.com/)

W FILMIE NIE PODOBAŁO MI SIĘ

Będę monotematyczny – 3D. Tak jest – znowu. I już wiem skąd tytuł „Into Darkness”. Otóż chodzi o to, że przez dużą część filmu jest tak ciemno, że nic nie widać w tym 3D. Dodatkowo zastosowano świetny patent – wyjmowanie z pierwszego planu rozmytych przedmiotów, aby budować głębię obrazu. Dzięki tej nowatorskiej technologii czekają na was takie epickie widoki jak rozmyty kubek wystający z ekranu. WoW!

NAJLEPSZA SCENA

Otwarcie filmu w stylu Indiany Jones. Coś pięknego.

Sherlock miał zły dzień

Sherlock miał zły dzień

WERDYKT

Mam problem z filmami J.J. Abramsa. To zdolny facet, który potrafi dzielić obowiązki pomiędzy tworzenie filmu, a budowaniu hype wokół niego. To solidny reżyser, ale raczej typ fachury niż artysty. W efekcie żadnym jeszcze filmem mnie nie uwiódł. A ja chciałbym żeby był drugim Nolanem, albo chociaż Snyderem. Nic z tego. Abrams robi fajne filmy, ale nigdy nie świetne.

Taki też jest nowy Star Trek. Jak dla mnie – lepszy od pierwszej części. Bardziej wyraźny. Całość ogląda się lekko i przyjemnie w czym zasługa bohaterów, których po prostu nie da się nie lubić.  Czujemy, że odgrywane przez aktorów postacie to naprawdę jedna załoga. Abrams idealnie utrzymuje balans pomiędzy żartami a bardziej dramatycznymi scenami. Co więcej film wizualnie wygląda świetnie (nie licząc taniego 3D i wszechobecnego efektu flar).  Brakuje natomiast jakiejś iskierki geniuszu, czegoś co kazałoby okrzyknąć nowy Star Trek objawieniem i z niecierpliwością oczekiwać Wojen Gwiezdnych. Nic z tego. Abrams idzie równo swoim tempem.

Oczywiście hardcorowi fani oryginału pewnie będą hejtować. Bo to kolejny Star Trek gdzie strzelanie jest na pierwszym planie. Dodatkowo brakuje tu latania w nieznane poza ostateczną granicę . Ostatnie dwie minuty to chyba zbyt mało żeby ich ułagodzić.   Ja jednak jestem osobą, która nie wie czy powinno się strzelać z „frazerów”, czy „fazerów”. I mi film podobał się.

5na6

 

« SNITCH – PŁACZĄCY KAMIEŃ
DANGER 5 – PRAWDOPODOBNIE NAJLEPSZY SERIAL O KTÓREGO ISTNIENIU NIE WIEDZIELIŚCIE »

Categorized Under

film Polecam

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts

  • Wczoraj widziałem. Jest spoko, ale uwagi 3.

    Po pierwsze to o czym pisał Michał – Abrams jest spoko, ale on nie umie robić swojego, genialnego kina. Umie przetwarzać. Kto oglądał, to wie jaki film z tego uniwersum został tu przetworzony.

    2 – za dużo akcji. Jak zwykle :( Ostatnim blockbusteram bez idiotycznie przerysowanych scen akcji była chyba „Incepcja”. Nie chodzi o to, żeby się nie działo. Może być głośno i wyraźnie. Ale czy dwójka bohaterów musi toczyć pojedynek wręcz na pędzącym w powietrzy stateczku i skakać z jednego na drugi jak małpy?

    3 – wbrew temu co pisał Michał, bum bum w kosmosie nie ma. Znaczy jest, ale za mało :( Nie wiem czemu Abrams stroni w swoich trekach od spektakularnych starć okrętów w kosmosie, ale 10 sekund strzelania w bezbronnego Enterprise’a, to dla fana tego świata za mało. To już w Star Trek VI z 19991 było bardziej satysfakcjonujące starcie dwóch krążowników :(

    Ogólnie spoko, ale szału nie robi. Aktorsko jak zwykle najwięcej czadu dają Karl Urban (Doktor McCoy) i Simon Pegg (Scotty).

    • ad. 2 – musi. Lobby skoczków stateczkowych jest w USA bardzo silne. Bez tego związki zawodowe by zastrajkowały

  • POLIP

    Daj Boże, żeby było więcej takich fachurów!

  • Są cycki, jest 5 gwiazdek :D.