SHADOW WARRIOR – ZASMAKUJ WANGA

Styczeń 22nd, 20141 Comment »

sw

Nowy „Shadow Warrior” nie jest jedną z tych nudnych gier stworzoną przez panów od marketingu. Nie ma trafić do wszystkich od dzieciaków z piaskownicy po wiekowe członkinie osiedlowego klubu szydełkowania. To gra do bólu klasyczna, a przy tym niszowa. Albo go pokochasz, albo znienawidzisz od pierwszego uruchomienia.

ZA CO POKOCHASZ SHADOW WARRRIORA?

WALKA – tłuczenie hord wkurzonych demonów to esencja tej gry. Robimy to głównie przy użyciu stylowej katany. Broń palna (zwłaszcza na początku zabawy) służy raczej jako dodatek. Przez większość gry po prostu siekamy – wzdłuż, wszerz i na ukos kąpiąc się przy okazji w fontannach krwi naszych wrogów. Jest nawet guzik służący do wycierania miecza z krwi coby ładnie świecił przed kolejnym cięciem. Wang nie chowa się więc za murkami jak cieniasy z Gears of War. Zamiast tego rzuca się na wrogów wykrzykując kolejne obelgi pod ich adresem. Jeżeli lubicie szatkować ogórki na mizerię to jest szansa, że i tutaj się odnajdziecie. Z czasem jednak schemat potyczek rozwija się i pogłębia. Bronie palne zaczynają zyskiwać na znaczeniu, a za różnorodne kombinacje mocy, katany i pukawek dostajemy punkciki niczym w świetnym Bullet Storm. W późniejszej fazie gry robi się chwilami dosyć ciężko co wymusza na nas troszkę taktycznego zmysłu.  Tak dobrze nie bawiłem się od Painkillera, albo może raczej Bullet Storm właśnie.

Nindżo myj swoje miecze!

Nindżo myj swoje miecze!

 

CZERSTWY HUMOR – żarty  zaczynają się tutaj od samego początku. Są tutaj na przykład znajdźki w postaci  chińskich ciasteczek z wróżbami, w rodzaju „Twoja stara wyjada ciasteczka z przeglądarki”. Do tego główny bohater to straszny gaduła. Żarty raz są bardziej udane i wyrafinowana, częściej prostackie ale nadal śmieszne. Zresztą czego oczekiwać od gry, w której nasz heros nazywa się Wang co jest nie tylko popularnym, chińskim imieniem, ale także i slangowym określeniem penisa o czym doskonale twórcy gry pamiętają. Tak więc nasz dzielny i zakochany w sobie heros wykrzykuje hasła w stylu „Who wants to taste some Wang!”.

Che che che napisałem penis.

RETRO – Shadow Warrior jest wierny materiałowi źródłowemu. I to wierny na poważnie. Tutaj wszystko oprócz systemu walki jest retro. Retro jest na przykład konstrukcja poziomów jako serii aren, na które teleportują się nasi oponenci. Retro jest bieganie po tych poziomach żeby znaleźć zieloną kartę pasującą do zielonego zamka. Retro są pieczęcie blokujące drzwi tak długo aż wyrżniemy wszelkich wrogów. Retro są sekrety schowane gęsto w labiryntach korytarzy. Retro jest cały arsenał broni, który Wang nosi na plecach. Retro są wielcy bossowie, w których musimy ładować amunicję przez kilkanaście minut. Nawet odzywki Wanga są nie tylko czerstwe ale i retro bo przypominają natychmiast takie starocie jak Shadow Warrior, Blood i Duke Nukem.

J0L0VMZ

EASTER EGGS – ilość easter eggów w tej grze zasługuje na osobny akapit. Jest tu wszystko: pikselowa dziewczynka kryjąca się za wodospadem; zemsta króliczka z piekła, który zaatakuje nas gdy ubijemy kopulujące zwierzaki i zaatakuje nas w rytm death metalu; automaty z grami Flying Wild Hogs i ich kumpli; ukryte lokacje całe w teksturach z oryginalnego Shadow Warriora; Godzilla niszcząca miasto w tle; a nawet interaktywna parodia otwarcia pierwszego Half-Life. Zabawa jak w latach dziewięćdziesiątych. Smacznego.

SERCE – ta gra ma to nieuchwytne coś. Pomimo swoich ograniczeń widać, że to produkcja, w której Flying Wild Hog zostawiło część swojego serca (i serc wyrwanych demonom przy okazji). Ma ten charakterystyczny sznyt gry niezależnej, to nieuchwytne coś, co odróżnia projekt autorski od taśmowego produkcyjniaka. To gra bezkompromisowa i czarująca. Chwilami też urzekająca grafiką, a zwłaszcza wszystkimi efektami świetlnymi. To gra w starym stylu z nowoczesnym systemem walki, a do tego zrobiona z pasją.

CENA – nowy Shadow Warrior daje tyle frajdy co pełna gra. Kosztuje natomiast połowę pełnej ceny. Czego tu nie kochać?

Dwa pistolety maszynowe na raz. Klasyka

Dwa pistolety maszynowe na raz. Klasyka

ZA CO ZNIENAWIDZISZ SHADOW WARRRIORA?

RECYKLING –  budżetowi tej gry  daleko było do największych hitów. Jednocześnie zabawa trwa tutaj przynajmniej 10 godzin. I niestety ograniczenia budżetowe wychodzą i kują w oczy. Niewiele jest tutaj rodzajów przeciwników. Co rusz spotykamy ten sam mebel lub ozdóbkę. Chińskie chatki będą nam towarzyszyć od początku do końca gry. Poza wybuchającymi beczkami, samochodami i automatami do gier świata nie da się zniszczyć. Po kilku godzinach rozgrywki to wszystko razem zaczyna przeszkadzać i trochę nużyć.

LOKACJE – nie wiem czy chodziło o brak wyobraźni, czy twórcy raczej chcieli oddać hołd klasykom gatunku. Efekt jest taki, że lokacje są po prostu nieciekawe i sztampowe. Jakieś miasto, jakieś tunele, jakieś kontenery, jakaś tajna baza i tak dalej. Nic ciekawego. Do tego z racji ograniczeń budżetowych musimy biegać po tych samych lokacjach w kółko otwierając kolejne drzwi. Zdecydowanie nie jest to Wangastyczne.

HUMOR – mnie bawi. Obawiam się jednak, że są tacy, którym może on się nie spodobać. Zróbmy mały eksperyment. Napiszę jeszcze raz słowo „penis” bo to świetna zabawa. Penis. Jesteś pełen oburzenia i masz szczerą ochotę napisać mi, że ten tekst nie ma sensu? Shadow Warrior może nie być grą dla Ciebie. Lepiej sięgnij po szachy albo brydża.

Oddaję swoje serce Flying Wild Hogs

Oddaję swoje serce Flying Wild Hogs

DOBRO, PRAWDA I URWANA GŁOWA DEMONA

Żeby nie było wątpliwości ja Shadow Warriora pokochałem mimo jego wad. Od zabawy oderwać się nie mogłem chociaż pewnie nie narzekałbym gdyby gra była mniej powtarzalna, a przy okazji o te 3-4 godzinki krótsza. Ale mieczykiem wywijało się cudownie, a uśmiech z buzi mi nie schodził przez większość zabawy. Dlatego dla mnie Shadow Warrior bez wątpienia jest jedną z lepszych gier ubiegłego roku. Mocno nie docenioną co jest dużą pomyłką. Dlatego kupujcie, grajcie, odrywajcie rogate głowy od demonowych korpusów oraz wspierajcie warszawskie studio Flying Wild Hog. Bo czyni ono dobro. Oto remake na jaki klasyk zasługiwał. Duke Nukem Forever wypada jeszcze bardziej blado niż w momencie premiery.

PS

A jakby ktoś tęsknił za oryginalnym Shadow Warriorem to jest on dostępny na Steam za darmo (Shadow Warrior Classic). Można też za niecałe 10 euro kupić klasycznego Shadow Warriora z rozdzielczośćią podbitą do dzisiejszych stnadardów (Shadow Warrior Classic Redux). Wang wiecznie żywy!

5na6

 

 

« TRUE DETECTIVE – 5 POWODÓW SPOKOJU
RADZIMY – JAK KORZYSTAĆ Z BANKOMATU? »

Categorized Under

gry Polecam

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts

  • Konrad Wiśniewski

    Grałem trochę w wersję free, a u brata widziałem Redux (w zasadzie żadna różnica, poza rozdziałką :P) i gra (wersja klasyczna) jest fenomenalna :D.

    Bardzo lubię stare FPSy bo szybko sprowadzają do parteru zbyt pewnych siebie graczy. Brak automatycznego leczenia, wrogowie zadający naprawdę sporo obrażeń i wymaganie od gracza błyskawicznego refleksu, sprawiają, że największe kozaki po pierwszych 10 minutach zmieniają poziom trudności :D.
    Przez długi czas tym remakiem się nie interesowałem, ale jak usłyszałem, że robi to Flying Wild Hogs, wiedziałem, że gra jest w dobrych rękach. Dokładnie w takich samych klimatach, old schoolowego, FPSa utrzymana była ich pierwsza gra Hard Reset i była za to bardzo chwalona. Fajnie jest patrzeć jak z naszego rynku wychodzą, w świat, takie gry jak Shadow Warrior czy Wiedźmin, a nie Snajper (pierwszy dupy nie urywał) czy dawne masówki od City :P.