PROMO BAY – PIRACI W SŁUŻBIE KULTURY?

Luty 25th, 20121 Comment »

 

The Pirate Bay zabiło ćwieka w głowę najbardziej ortodoksyjnych przeciwników piractwa. Bo jak tu krzyczeć, że tylko kradnie, skoro z drugiej strony promuje twórców?

The Pirate Bay –  ostoja zła i piracki port w internecie. Wielokrotnie atakowany i ostrzeliwany, ale ciągle na powierzchni. Największa baza torrentów w sieci. Sodoma, Gomora i jeszcze piekło w jednym. A przy okazji mecenas kultury. Akcja Promo Bay zmusza chyba wszystkich antypirackich krzykaczy do ponownego zastanowienia się nad swoim stanowiskiem.

Otóż na fali zamieszania wokół ACTA, SOPA i PIPA serwis stwierdził, że zacznie promować twórców. Wszyscy chętni mogą się zgłosić, a główne logo strony zastąpi wizerunek autora kultury i wskazany link. Wszystko oczywiście za darmo w imię mecenatu kulturalnego. I twórcy z tego korzystają.

Jako jeden z pierwszych na taki krok zdecydował się Paulo Coelho. Ten niezwykle popularny pisarz ucieszył się z założeń akcji i nie ma z nią większego problemu (cytatat z bloga Paulo Coelho) :

Oni zastąpią swoje logo na głównej stronie linkiem do twojej pracy. Jak tylko się o tym dowiedziałem, postanowiłem uczestniczyć. Część z moich książek można tam znaleźć. I tak jak napisałem już w poprzednim wpisie, Moje przemyślenia na temat SOPA, fizyczna sprzedaż moich książek rośnie od czasu gdy moi czytelnicy umieścili je na stronach P2P.

Proszę bardzo, ściągajcie moje książki za darmo, a gdy będą się wam podobać to kupcie ich legalną kopię – tą drogą powiemy przemysłowi, że chciwość nigdzie nas nie zaprowadzi

Potem na stronie pojawili się różni wykonawcy. Muzycy, filmowcy i pisarze. Wczoraj królował na niej pisarz science- fiction z Polski – Marcin Wełnicki. I Marcin, także na swoim blogu, bardzo jednoznacznie komentuje całe zjawisko piractwa:

Zamiast piętnować zjawisko społeczne, które przyczynia się do rozwoju kultury – bo wierzcie lub nie, ale ludzie, którzy ściągają dziś materiały z sieci to jej główni odbiorcy – powinniśmy pomyśleć o nowych sposobach wymiany informacji i dystrybucji.

Ja to rozumiem, dlatego zupełnie nie przeszkadza mi, kiedy ktoś ściąga, legalnie czy nielegalnie, moją twórczość. W związku z tym można powiedzieć, że popieram serwis The Pirate Bay. Dzisiaj serwis The Pirate Bay poparł mnie, promując moją osobę na swojej stronie startowej.

To jak to w końcu z tym piractwem jest – służy kulturze, czy ją niszczy?

Bardzo często najwięksi konsumenci kultury są także piratami. W takim wypadku nie da się ukarać pirata, a pozostawić w spokoju konsumenta, prawda? Rozumiem, że artyści mają prawo do wyprodukowanego przez siebie dobra kultury. Mają prawo na nim zarabiać. To rzecz oczywista! A już najgorzej gdy ktoś im to dobro ukradnie i sam zarabia nielegalnie na jego dystrybucji.Dlatego piractwo samo w sobie jest złe. Problem w tym, że trzeba walczyć z nim umiejętnie i oferować konkurencyjną dla niego usługę.

Rozumiem, że niezależnym artystom łatwiej mówić o tym, że piractwo im nie przeszkadza. Bo oni sami odpowiadają za swoją pracę. Nie mają na głowie miliona korporacyjnych pijawek, które wysysają każdy grosz z ich książki, filmu, czy gry. Poza tym gdzieś tam w procesie twórczym ważne jest uznanie. Bo chyba każdy twórca musi mieć w sobie coś z narcyza. Chce żeby ludzie go znali, a piractwo może w tym pomóc. Poza tym niezależni artyści nie są w sytuacji kiedy do ich portfela wpada złotówka od sprzedanej książki, którą klient nabywa za 30 zł. Ich dzieło nie jest własnością firmy, która ma prawo do nazwy i decyduje kiedy i w jaki sposób wypuścić kolejną część. Nie. Oni sami dystrybuują swoją twórczość przez sieć trafiając bezpośrednio do klientów.

Rozumiem też korporacje, które bronią zawzięcie swoich interesów i tabelek w Excelu pokazujących zyski przekraczające często PKB naszego kraju. W końcu istotą takiej firmy jest po prostu zarabianie jak największych pieniędzy, a nie robienie dobrze klientom.

Ale piractwo chociaż złe w swojej istocie nie bierze się znikąd. Jego rozkwit to efekt zwiększonego zapotrzebowania na popkulutrę. To także suma coraz większych kampanii marketingowych, ceny która jest bardzo nieadekwatna do jakości (jak coś jest dobre, to ludzie zapłacą!) i regionu  (innymi kwotami dysponuje Polak, a innymi Francuz) oraz braku dostępności towaru. Bo w globalnym internetowym świecie w Polsce nie chcą czekać pół roku na kinową premierę, albo na ukazanie się serialu na DVD.

My chcemy wszystkiego teraz. I technologicznie już jest to możliwe. Mimo to nadal w legalnej dystrybucji istnieją blokady regionalne. Nadal ceny bywają za wysokie. I zamiast szukać nowych rozwiązań korporacje wolą lobbować restrykcyjne prawa w rodzaju wymienionych już wcześniej ACTA, PIPA, SOPA. I to wnerwia. Te dokumenty niczego nie zmienią. Nawet jeżeli przejdą, to prędzej czy później zostaną usunięte lub zmienione. Po prostu nowej ery nie można regulować prawem ze starej epoki.

Bo kiedy gry mogę kupować już jak chcę, kiedy chcę i tylko cena bywa przeszkodą (chwała Steam, Xbox Live i PSN) to po serial, muzykę, film łatwiej sięgnąć mi przez piracką dystrybucję. Nie dlatego, że nie chcę płacić, ale dlatego, że nie mogę tego zrobić prosto, szybko i za rozsądną cenę.

 

« KONCERTOWY FEEL GOOD – POZYTYWNY PIĄTEK
TYLKO FILMY O FILMACH – OSCARY 2012 »

Categorized Under

książki TrzyPoTrzy

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts

  • Gem

    Akurat Steam jest chlubnym wyjątkiem, bo mimo swoich europejskich cen (50-60 euro za nowe gry) to wielokrotnie w ciągu roku mają takie wyprzedaże, że gry, które są w Polsce nadal drogie to na Steamie kosztują 2-10 euro.