Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(): Failed opening '/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php71/lib/pear') in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

NIEPRZYZWOICIE BOGATE DUPKI, CZYLI CZY ISTNIEJE ŻYCIE PO TRZYDZIESTCE?

Maj 3rd, 20155 komentarzy

nirvana

Dowiedziałem się, że moje dzieciństwo to dzisiaj już klasyka. Jestem stary, ale co to właściwie oznacza i jak konsumuje się kulturę popularną po trzydziestce? Szczera historia o mnie, Kurcie Cobainie, dwóch grach wideo i kilku pazernych dupkach śpiewających o tyłkach.

RZECZ O DZIEWCZYNIE

Spikerka w radio zapowiedziała „utwór klasyczny”. Był to program o profilu rockowym także spodziewałem, się usłyszeć legendarne Led Zeppelin, a może nawet i transcendentne  The Doors. Tymczasem tą klasyką okazała się Nirvana, a konkretnie „About a Girl” z zarejestrowanego w 1993 r. koncertu z cyklu MTV Unplugged. Gdy Cobain siedział w tym zmechaconym sweterku i śpiewał, że potrzebuje łatwego przyjaciela, ja latałem jeszcze po korytarzach podstawówki i zbierałem historyjki obrazkowe z gum Donald. Wtedy powstawała klasyka. Kilka lat później, indoktrynowany przez starszą siostrę w Cobainie zakochaną (nie ma co się dziwić, popularna przypadłość w tamtych czasach) zaprzyjaźniłem się z Nirvaną. I właśnie ten spokojny krążek akustyczny pokochałem najbardziej. Towarzyszył mi podczas dojrzewania, pierwszych wzlotów i zawodów miłosnych. Pomógł mi odnaleźć siebie, gdy sam nie wiedziałem, dokąd „siebie” akurat polazło. A teraz muzyka z mojego dzieciństwa to już oficjalnie klasyka.

Jestem stary.

Oczywiście natychmiast przerwałem słuchanie radia i skorzystałem z dobrodziejstw współczesnej kultury. Szybko na Spotify wyszukałem ten mój ukochany i trochę zapomniany w ostatnich latach album. Nacisnąłem play i odleciałem. Zupełnie jak kiedyś. Ta płyta po prostu wisi w jakimś miejscu poza czasem i pozostaje świeża. Zawsze. To dobry punkt odniesienia kiedy my sami się zmieniamy. Dzisiaj kończę 30 lat. Pożegnałem się z dwójką z przodu, witam trójkę, a już wiem, że nim się obejrzę na imprezę wprosi się czwórka. Co dalej – boję się nawet myśleć.

 TWARZĄ W TWARZ Z FACETEM, KTÓRY SPRZEDAŁ ŚWIAT

Stan na dzisiaj – udało mi się przeżyć Cobaina o trzy lata. Ciekaw jestem, co by się stało, gdyby lider Nirvany nie dołączył do ekskluzywnego klubu 27 i w końcu pogodził się z życiem? Cobain miałby już 47 lat. Jakim byłby człowiekiem? Strach mnie przechodzi, gdy pomyślę, że ten nonkonformista mógłby zostać jednym z Nieprzyzwoicie Bogatych Dupków z Tidal. Wiecie, jednym z tych pajaców śpiewających na co dzień o tyłkach (swoich, własnych, cudzych), a potem narzekającym na to, że za mało zarabiają na wyprodukowanym przez siebie wysoko jakościowym produkcie muzycznym. Bo okrada go wspomniany wcześniej Spotify i ludzie, którzy chcą płacić tylko kilka monet zamiast mieszka pieniędzy. Czy Cobain siedziałby tam z nimi przy stole i planował rewolucję Nieprzyzwoicie Bogatych Dupków?

Czy to możliwe? Tak.  Wszystko się zmienia. Przecież dzisiaj obserwuję jak moi koledzy z liceum zakładają rodziny, łysieją i powoli zamieniają się w tatusiów. Koleżanki już dawno porzuciły beztroskę i raczej nie ma szansy na wypicie wspólnego wina nad rzeką, bo to albo dziecko, albo praca, albo mąż. A prawdopodobnie to tym, który nie może jestem ja.  Tak, ja też się zmieniam. Z licealnego „nonkonformisty”, a cholera nie bójmy się tego słowa – grundża, którego jednak małopostępowe, małomiejskie dresy tłukły jako metala stałem się mężem, tatą, pracownikiem korporacji. Perkusja została gdzieś w starym domu, razem z flanelową koszulą i długimi włosami.  Punkowe piosenki zastąpił garnitur używanych codziennie słówek, wysoko punktowanych w bullshit bingo z niezawodnymi monetyzacją i konwersją na czele.

Witaj dorosły świecie. Żegnaj grundżu i punkrocku.

JESTEM GŁUPI ALBO PO PROSTU SZCZĘŚLIWY

Przez te kilka lat od liceum, a może i raczej od końca studiów, do dzisiaj zdążyłem przejść przez kilka różnych firm obracając się ciągle gdzieś w tematach mediów i komunikacji. Chyba dzięki temu uzbroiłem się w potężną tarczę cynizmu (nie poznasz cynika ponad polityka i dziennikarza!) i odrobinę rezerwy do świata. Na całe szczęście udało mi się tak pokierować moją karierą, że lubię swoją robotę. Co więcej może i zostawiłem nonkonformizm za sobą, ale dalej pielęgnowałem miłość do popkultury. To taki wentyl bezpieczeństwa, łącznik z małym Michałem zaczytanym w komiksach o superbohaterach wydawanych na kiepskim papierze w latach 90. w Polsce.

Jednak jak dzisiaj spojrzę na popkulturę, to też inaczej ją odbieram. Żyjemy we wspaniałych czasach. Wszystko jest. Wszystko jest wszędzie. I robi się trochę strasznie, bo jak to śpiewał Dezerter na płycie „Ziemia jest Płaskażyjemy więc nerwowo otoczeni nadmiarem. Nie widząc jak nasz sen staje się koszmarem.

Jak teraz doceniać cokolwiek skoro mamy wszystko? Cholera dostajemy naprawdę wszystko na złotej tacy stawianej zaraz przed naszymi wiecznie nienażartymi gębami. Muzyka na jedno kliknięcie, filmy, w których nasi ulubieni bohaterowie leją się po gębach. Jest serwis dla każdego – roboty, kosmos, dinozaury. Nawet prosić nie musisz i dostajesz.

Czy to możliwe, że my staliśmy się Nieprzyzwoicie Bogatymi Dupkami? Może nie w pieniądze, ale na pewno w rozrywkę. Czy przez coraz to nowe podniety nie stajemy się coraz bardziej wybredni? Już z samego czekania uczyniliśmy sport i teraz nerwowo wypatrujemy zapowiedzi, zapowiedzi, zapowiedzi nowego filmu. Gonienie króliczka stało się naszym narkotykiem, a meta niemalże nigdy nie satysfakcjonuje. Potrzebujemy więcej. Nienażarci.

POLLY CHCE KRAKERSA

I już trochę się bałem tego, że w kontekście popkultury zostaję tym wiecznie nienażartym, Nieprzyzwoicie Bogatym Dupkiem. Ale jeszcze nie dzisiaj. Nadzieja przyszła do mnie zaraz przed urodzinami.  Tym razem uratowało mnie „Pillars of Eternity”. Gra piękna, nostalgiczna i z ukrytą w  środku duszą. Może to magia nostalgii, a może po prostu ten tytuł jest tak dobry, że grając w niego naprawdę grałem, a nie konsumowałem łatwo przyswajalną papkę, jaką z perspektywy czasu okazał się dla mnie „Dragon’s Age Inkwizycja”. Koniec końców jest nadzieja na dobro w kulturze masowej. Jest nadzieja, że coś nas nasyci i wypełni.

Może jednak te czasy nie są takie złe, a my nie musimy skończyć jako Nieprzyzwoicie Bogate Dupki? A co do Kurta Cobaina to byłbym niesprawiedliwy zostawiając was z sugestią, że frontman jednego z najwspanialszych zespołów w historii stałby ramię w ramię z pazernymi piosenkarzami śpiewającymi o tyłkach. Wierzę, że tak po prostu nie mogłoby się stać. Bo widzicie prawda jest taka, że wędrujemy, zmieniamy się, ale ciągle zostajemy sobą.

Ja mam 30 lat. Mam podcast i bloga Masa Kultury, który pozwala mi pielęgnować, tę cząstkę mnie, która podróżuje ze mną od kiedy zobaczyłem pierwszy komiks i pierwszy film. Może i jestem bardziej cyniczny, ale co z tego skoro dalej potrafię się cieszyć takim „Pillars of Eternity” niemal tak samo jak 15 lat temu „Baldur’s Gate 2”. Michał grundż i Michał ojciec to nadal jedna osoba i czasem między nimi otwiera się taki uroczy pomost wspomnień. Może to czyni ze mnie dorosłego chłopca, ale uwierzcie lepiej być nim niż robotem.

Inny członek Nirvany – Dave Grohl dalej żyje muzyką, nagrywa nowe albumy, uczestniczy w absolutnie fenomenalnych projektach, takich jak Foo Fighters, Queens of The Stone Age czy nawet z The Prodigy. Zresztą za jego karierą i pomysłami ciężko nadążyć.

Udowodnione. Jest życie po 30. Jest życie po 40. a pewnie nawet i po 50. I wcale nie musi być to życie Nieprzyzwoicie Bogatych Dupków.

 

 

« MASA KULTURY 83 – MAJOWY GRATIS REWOLUCJE
MASA KULTURY 84 – KIM VS ULTRON »

Categorized Under

gry muzyka Polecam TrzyPoTrzy

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts

  • kalafior

    Widzę, że ci urodzeni 3 maja mają ciężkie rozkminy, więc podzielę się swoimi przemyśleniami. Mam 23 lata, można powiedzieć „żizas wszystko przed tobą, życie nie znasz przecież”. Prawda jest taka, że moi rowieśnicy są już taaacy dorośli i oni mają taaakie ciężkie życie (praca i studia zaocznie + chłopak/dziewczyna) i oni w gry/komiksy/konwenty nie będom się bawić. Teraz tylko zostaje regularne chlanie i przepocony podkoszulek, bo na hobby są za poważni. Wraz ze skończeniem liceum, automatycznie i ze skutkiem natychmiastowym skończyły się koncerty, rozkminy o książkach i rozwijanie zainteresowań. I nie chodzi o brak czasu, bo czas się znajdzie, tylko kreowanie się na dorosłego na siłę. Dorosłość to nie kij w dupie i udawanie kogoś kim się nie jest, tylko odpowiedzialność za siebie i bliskich. Można się troszczyć o rodzinę i napieprzać na perkusji/klawiaturze i połykać kolejne Marvele – to tak reasumując. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego Michał!

    • Gdy ja zaczynałem studia było diametralnie inaczej. O dorosłym życiu większość z nas przypominała sobie w okolicach 4 roku :)

      Jeśli ktoś ma w miarę luźne studia i nie robi niczego ze swoim wolnym czasem, to jest głupi, ale żeby zaraz sztucznie się postarzać… Słabe.

      Współczuję rówieśników :) Na pocieszenie powiem – daj im 4-5 lat. Z perspektywy czasu wiem z własnego doświadczenia że:
      – w podstawówce jest się dzieckiem i nie wie się nic o poważnych problemach życiowych
      – w szkole średniej jest się z takim samym dzieckiem, tylko z burzą hormonów i mniemaniem, że wszyscy inni to idioci :)
      – na studiach łyka się wolności i nagle zdaje Ci się, że wszystko wiesz najlepiej na świecie

      Potem na ziemię sprowadzają rachunki, praca, a gdy pojawiają się dzieci (tutaj z obserwacji), to już w ogóle własna osoba jest zawsze na drugim miejscu.

      W sumie to nie zazdroszczę Ci tych 23 lat. Po 30-tce jest fajniej ;)

  • Konrad Wiśniewski

    Ciekawy wpis, ciężko się z wieloma kwestiami nie zgodzić. Kwestia przesytu rozrywką widoczna jest bardzo dobrze w ilościach gier jakie teraz wychodzą. Wystarczy spojrzeć na biblioteki graczy na Steam, albo na statystyki stron np. sprawdzających w ile z tych, zakupionych, gier ludzie grają. Ja przeraziłem się moimi statystykami a wiem, że większość gier, w które nigdy nie grałem dodawały się do mojej biblioteki po prostu w Bundlach. Ostatnimi czasy starałem się kończyć gry, które zaczynam, ale niestety nie jest to takie proste… muszę bardziej się postarać.
    Co do życia po 30-40 najważniejsze są jednak pasje. Najgorsze co można zrobić to uznać, że Komiksy/Gry/Ogólnie „Masa Kultury” (heh :P) nie pasują już do dorosłego i trzeba je porzucić bo jest się poważnym człowiekiem. Tacy ludzi, ostatecznie kończą bez większych zainteresowań, ciągnąć jakoś egzystencję od parszywego poniedziałku do piąteczku, gdzie już czekają na jakąś imprezę, na której będą mogli spić się do nieprzytomności i zapomnieć o tym, że za kilka dni znowu nadejdzie parszywy piątek. Przerysowuję, wiem, ale spotykam co raz więcej ludzi z takim podejściem „Zainteresowania? Panie, a kiedy?”.
    Smutne to trochę, tak, wiem, ze obowiązków jest masa, wiem, że rodzina to odpowiedzialność i dziecko wysysa czas jak odkurzacz, ale jeżeli ty potrafisz znaleźć czas nagranie podcastu, na odpalenie Pillarsów albo na wyjście ze słuchaczami do Pubu, to znaczy, że jest to do zrobienia. Trzeba tylko chcieć.

    • Odniosę się do Tidala – oni jęczą jak im źle dlatego odpalili własne Spotify. I spoko. Niech sobie robią ze swoją muzyką co chcą. Bawi mnie tylko to ich jęczenie jak im źle. Znaczy między sobą niech płaczą, ale problemy multimilionerów nie są problemami ludzi którzy po prostu chcą przeżyć kolejny miesiąc. Poza tym ja żyję wciąż w takim idealnym świecie, że muzyka to nie „produkt”. Muzyka musi być rozpowszechniana publicznie, jak najszerzej. Artyści muszą przy tym zarabiać (to w końcu ich praca) ale kiedy zaczynają płakać że mają na koncie tylko 500 mln dolarów a chcieliby mieć 700 mln to już robi się absurdalnie zabawne. I pozostawmy już jakość tych ich wspaniałych utworów o dupach Mako_New którego zmuszam do recytacji co bardziej popularnych piosenek :P

    • True. Jęczący z żalu milionerzy, są tak samo żałośni, jak płaczący o elektorat politycy. Nie podoba się? Wypierdalaj na zmywak!