Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(): Failed opening '/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php71/lib/pear') in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

NIE TYLKO FRYTKI – O KULTURZE I ŻYCIU W BELGII [WYWIAD]

Marzec 11th, 20144 komentarze

Komiksy wielkości budynku, napisy w kinie na pół ekranu i 30 sosów do frytek. Belgia.

O kinie, telewizji, komiksach i frytkach w Belgii rozmawiam z Dagmarą Kuliś, fanką Masy Kultury.

Szymon Adamus: Cześć Dagmaro. Jak traktuje Cię Belgia?

Dagmara Kuliś: Cześć. W Belgii mieszkam teraz piąty rok – w czerwcu minie dokładnie pięć lat. Do tego jeszcze rok, kiedy byłam tu na Erazmusie. Sam kraj jest fajny, choć to chyba zależy od osoby i własnych preferencji. Rok po mnie koleżanka ze studiów wyjechała na Erazmusa do Gandawy (ja byłam w Leuven) i zupełnie jej się nie podobało.

Szymon Adamus: Tobie ten kraj pasuje?

Dagmara Kuliś: Tak. Lubię tu mieszkać. Jak już się człowiek nauczy języka i przyzwyczai trochę do dość ohydnej pogody (klimat dość morski, dużo pada, wilgotność okrutna, lato zazwyczaj mało letnie), to docenia, że dużo rzeczy jest po prostu dobrze zorganizowanych. No i ładnie tu jest! Bruksela może podobać się najmniej, ale jak się wie, gdzie pójść, to jest super. Antwerpia jest świetnym miastem, które uwielbiam na sobotnie zakupy. Brugia jest przepięknym miejscem oddychającym historią. Gandawa też. Do tego ludzie tutaj mają taki dość zrelaksowany stosunek do życia i uwielbiają niespieszne obiady w ogródkach. W ogóle idea picia i jedzenia na zewnątrz, jeśli tylko pogoda na to pozwala, jest silnie zakorzeniona w Belgach i pierwszy dzień „pogody na ogródki” to jest nius, o którym piszą gazety. Knajp jest tu po prostu zatrzęsienie! Mieszkam w mieście, które ma 18 tys. mieszkańców – mamy więcej restauracji i pubów niż moje rodzinne miasto z 80 tys. mieszkańców.

Szymon Adamus: I wszędzie blisko…

Dagmara Kuliś: Zdecydowanie tak! Godzina piętnaście pociągiem do Paryża, dwie godziny do Londynu, dobrze rozwinięta sieć kolejowa i autostrady… Są minusy, wiadomo, ale ogólnie żyje się tu fajnie.

Szymon Adamus: Tylko z tego co słyszałem macie problem z językami.

Dagmara Kuliś: Na około 10 mln Belgów 6 mln mówi po niderlandzku – flamandzku. Flandria i Holandia mają tzw. Unię Językową, więc oficjalnie niderlandzki to ten sam język w Belgii i Holandii, ale jednak są różnice. Trochę jak między angielskim w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych: wymowa, pewne słowa, parę struktur gramatycznych. Kolejne 4 mln mieszkańców mówi po francusku. Belgijski francuski jest prawie taki jak francuski francuski – kwestia akcentu i paru słów typowo belgijskich, będących naleciałościami z niderlandzkiego. Na końcu jest jeszcze jakieś 100 000 osób mówiących po niemiecku.

Regiony Belgii Fot. Wikipedia

Regiony Belgii Fot. Wikipedia

Wszystkie trzy to języki urzędowe Belgii na poziomie federalnym. W praktyce każdy region ma swój język urzędowy – we Flandrii niderlandzki, w Walonii francuski, w Brukseli obydwa (co widać np. na tabliczkach z nazwami ulic), niemiecki w tej malutkiej części, gdzie mieszkają niemieckojęzyczni.

Szymon Adamus: W kinie musi być z tym niemały problem. Dużo miejsca napisy zajmują na ekranie?

Dagmara Kuliś: Sporo, wiadomo. Filmy w kinie mają napisy po francusku i po niderlandzku – naraz. Czasem pojawiają się dobre cztery linijki napisów – po dwie na język przy dłuższych kwestiach. Można się przyzwyczaić, ale jako osoba, która nie potrafi nie czytać napisów, jeśli je widzi, tracę sporo czasu na przeczytanie obydwu zestawów.

I mała ciekawostka – przedwczoraj słuchałam odcinka o skomplikowanych i prostych fabułach (Masa Kultury 57 – przyp. Szymon). Padło w nim zdanie, że przy długich filmach ciężko jest czasem fizycznie wysiedzieć w kinie. W Belgii filmy trwające dłużej niż dwie godziny mają przerwę. Serio! Nagle film się urywa, jest „intermission”, można iść siku i po nową colę, a potem wznawiamy seans. Osobiście nie jestem fanką tego rozwiązania, bo oznacza to, że wyprawa do kina przeciąga się do prawie czterech godzin, ale najwyraźniej Belgowie mają mniejsze pęcherze i muszą mieć przerwę. Trudno.

Belgijskie murale Fot. K. Koniecka

Belgijskie murale Fot. K. Koniecka

Szymon Adamus: W telewizji też są napisy?

Dagmara Kuliś:  W telewizji w niderlandzkojęzycznej Flandrii wszystko jest w oryginalnej wersji z napisami. Dubbingiem gardzą, a lektora nie znają (tak samo jest w Holandii, z którą zresztą dzielą sporo programów, zwłaszcza dla dzieci). Dzięki temu Belgowie są osłuchani z angielskim od dziecka i we Flandrii nie spotkałam absolutnie nikogo, kto nie znałby choć trochę angielskiego. Większość osób zna go naprawdę ok i ma dobrą wymowę. Francuskojęzyczni dubbingują jak we Francji i nie znają innych języków. Jak we Francji.

W TV lecą nowości z, powiedzmy, jednosezonowym poślizgiem. Filmy też pojawiają się dość szybko (parę miesięcy poślizgu). Jest bardzo fajny kanał z serialami, nowe produkcje są też puszczane na komercyjnych kanałach. Jest dużo nowości z Wielkiej Brytanii. Na przykład trzeci sezon „Sherlocka” leciał z tygodniowym opóźnieniem!

W maju do Belgii wchodzi Netflix. Zobaczymy jak się przyjmie. Ja osobiście się cieszę i z chęcią będę korzystać, bo teraz oglądam nowości, które śledzę na bieżąco, w streamingu, no a wiadomo, że jakość jest średnia. Torrenty też funkcjonują, ale jednak na dużo mniejszą skalę niż w Polsce. Może dlatego, że Internet jest tu stosunkowo drogi i sporo osób ma ograniczenie downloadu. Poza tym wiele osób kupuje seriale na DVD, bo mimo że są dość drogie (w porównaniu na przykład do Anglii), to i tak można sobie na nie pozwolić.

Szymon Adamus: Co ogląda i czyta przeciętny Belg?

Dagmara Kuliś: Telewizje są dwie i każda część kraju ogląda swoją. Nie ma za bardzo przepływu produkcji z jednej do drugiej, z napisami czy dubbingiem. Co do książek, to też każdy z dwóch regionów językowych ma swój rynek. Składa się on z dwóch części: książek pisanych w Belgii i Holandii po niderlandzku albo Belgii i Francji po francusku. Do tego dochodzą jeszcze tłumaczenia na niderlandzki i francuski, które są robione na dany obszar językowy.

Szymon Adamus: Czyli pełen galimatias. Z gazetami i komiksami jest podobnie?

Dagmara Kuliś: Gazety każdy region językowy ma swoje. We Flandrii są dwa porządne dzienniki, 2-3 mniej inteligenckie (ale jednak nie tak bardzo upadłe jak „Superak” czy inny Fakt). Sporo flamandzkich magazynów, trochę międzynarodowych tytułów wydawanych wspólnie na rynek holenderski i belgijski (Runner’s World czy modowe Vogue, Elle itp.).

Z komiksami sprawa jest ciekawa. Mam wrażenie, że komiksy tworzone tutaj na miejscu (a jest ich sporo, bo w końcu to kraj komiksu) są raczej regionalne i mało tłumaczone na drugi język.

Belgowie są wychowani na komiksach – to pierwsze „książki”, jakie czytają – „Suske & Wiske”, „Jommeke” czy „Rode Ridder”. Potem w miarę dorastania biorą się za poważniejsze komiksy, ale wiele osób zbiera te typowo, dziecięce. W bibliotekach miejskich jest pełno komiksów. Również obowiązkowo we wszelkich poczekalniach – u lekarzy czy dentystów. W każdym większym mieście jest co najmniej jeden sklep z komiksami, a w Brukseli jest muzeum. Komiksy tu rządzą.

Belgijskie murale Fot. K. Koniecka

Belgijskie murale Fot. K. Koniecka

Szymon Adamus: Na koniec rzecz najważniejsza. Czy belgijskie frytki rzeczywiście są najlepsze na świecie?

Dagmara Kuliś: Tak, frytki są najlepsze. Bez dwóch zdań. Jedzenie frytek to ważna część belgijskiej kultury i nie chodzi tu tylko o frytki, ale też o różne inne smażone w głębokim tłuszczu produkty, których jest mnóstwo. Z mężem większość z nich nazywamy mięsem z małpy – bo nie wiadomo, skąd to mięso pochodzi i czy w ogóle w danej potrawie jest mięso. Teraz ubolewam właśnie nad faktem, że zniknęła moja ulubiona buda z frytkami. Pracował w niej starszy pan w białym kitelku, który sam obierał i kroił ziemniaki. Mówił zupełnie niezrozumiałym dialektem. Był tak absolutnie uroczo niedzisiejszy… Ale i tak w promieniu dwustu metrów od domu mam trzy „fryciarnie”.

Majonez to sos podstawowy, ale frytkowych sosów jest co najmniej trzydzieści rodzajów. Zupełnie nieznanych w Polsce. Jest z czego wybierać.

Szymon Adamus: Narobiłaś mi ochoty. Idę smażyć frytki. Dzięki za rozmowę.

Dagmara Kuliś: Również dziękuję i smacznego!

 

Zdjęcia murali dzięki uprzejmości – K. Koniecka

Pozostałe zdjęcia: Wikipedia, Getty Images,

« MASA KULTURY 58 – GRZYBY I OSCARY
NA DWA GŁOSY 2 – TRUE DETECTIVE SEZON 1 »

Categorized Under

film komiksy książki Polecam serial

Post tags

About Szymon Adamus

» has written 105 posts

  • Dagmara Kuliś

    I ja pozdrawiam znad frytek. Dzięki dla chłopaków za podcast i za „zwywiadowanie” mnie – fajnie było! I potwierdzam, że fanki Masy istnieją, choć czasem w dość dalekich zakątkach globu ;-).

  • Kasia Koniecka-Giráldez

    K. Koniecka pozdrawia i tez lubi Belgie (chociaz jednak woli Afryke!). :-)

  • Andy Budzianowski

    Dziękówa, świetny wywiad.

    • Cieszę się, że Ci się podoba. Zachęcam do dzielenia się nim na Facebooku, Wykopie i podczas obiadu na mieście, zamawiając frytki ;)