MASA KULTURY – PRZYBYCIE? KONTAKT? NIE! NOWY POCZĄTEK!

Listopad 22nd, 201615 komentarzy

Jeśli uczycie się angielskiego z tytułów filmów, to wiedzcie, że Arrival znaczy „nowy początek”.

W tym odcinku podcastu Masa Kultura mówimy głównie o filmie Arrival Denisa V. Najpierw przez chwilę bezspoilerowo, a później w specjalnej sekcji VIP z widzami nie bojącymi się spoilerów.

Poza tym w tym odcinku również:

  • Wojna starego człowieka, którą recenzował już na blogu Michał.
  • Film Nerve, twórców ciekawego Catfish, czyli Dave Franco i Emma Roberts w czymś co mogło być jednym z ciekawszych komentarzy na temat społeczeństwa informatycznego XXI wieku… ale nie jest.
  • Black Mirror, ze szczególnym uwzględnieniem najnowszego trzeciego sezonu zrobionego dla Netflixa. Są perełki, ale i kozie bobki.
  • Czy żyjemy w czasach renesansu dobrego, inteligentnego Science Fiction, którego twórcy chcą pokazać coś więcej niż tylko bum, bum, piu, piu?

POBIERZ MASA KULTURY – TYTANY KONTRA DOKTOR DZIWAGO
 

Wszystko to za darmo, no chyba, że chcecie wesprzeć mnie na Patronite. Podcast dostępy w jakości ultra super high definition combo raw 19K, a w jeszcze większej na YouTube. Wszystkie prawa do słów „masa” i „kultura” należą oczywiście do Disney’a, a my je tylko piracimy.

Zapiszcie się na naszą grupę dyskusyjną na Facebooku jeśli chcecie dostać darmową porcję powietrza i 30 gramów radości.

Zostawiajcie komentarze, udostępniajcie i recenzujcie nas na iTunes, bo ja nie, to nie będzie więcej podcastu. Serio.

Poniżej wersja wideo podcastu

 

W tle podcastu użyto muzyki ROYALTY FREE MUSIC by BENSOUNDArchiwum podcastów znajdziecie tutaj.

Post tags

  • Dzięki za poruszenie tematu Arrival. Usłyszałem już o filmie w kilku miejscach ale po przesłuchaniu Waszej dyskusji prawdopodobnie wreszcie wybiorę się do kina.

    • Koniecznie. Nie spodziewaj się objawienia, jak niektórzy sugerują, ale to solidne SF z pięknymi zdjęciami i genialną Amy Adams.

    • Jak napisałem, tak zrobiłem. Cieszę się, że w USA nadal można nakręcić tego typu film. Faktycznie Amy Adams dała radę, a zadanie było niełatwe, bo tak po prawdzie jest to teatr jednego aktora. Na osobną uwagę zasługuje ścieżka dźwiękowa, która w piękny sposób podkreślała wagę na pozór mało istotnych ujęć. Budowany konsekwentnie klimat powodował, że podczas seansu miałem w głowie trzy tytuły: Kontakt, Bliskie spotkania trzeciego stopnia i Otchłań. Filmy te widziałem co prawda lata temu ale każdy kto wspomina je ciepło powinien wybrać się do kina. Tak jak wspomniałeś, nie ma tu objawienia ale nieczęsto jesteśmy karmieni tego typu produkcjami. Mimo wszystko Arrival daje nadzieję na przyszłość. P.S. Niezidentyfikowane obiekty latające są moim zdaniem ładnym hołdem dla monolitu z Odysei Kosmicznej 2001.

    • Cool!

      Dobre kino.

  • Konrad Wiśniewski

    Ej ale powiem wam, tak pomijając to, że Sąsiedzi (obie części) miały raczej słaby humor i bardzo niewiele umiarkowanie zabawnych żartów, mi się podoba porównanie jak eskalował konflikt w obu częściach.
    Sąsiedzi 1 (2014 rok) rozpoczynają się tak, że obie strony chcą dobrze.
    Główni bohaterowie chcą pokazać, że pomimo dziecka, kupionego domu, wieku itp. nadal mają „młodocianego ducha” i chcą dogadać się ze studentami. Tak samo studenci wiedzą, że jak tamtym zajdą za skórę to będzie ciągłe wzywanie policji i też chcą żyć z nimi w dobrych relacjach. Niestety po obu stronach górę bierze różnica pokoleniowa i tak rodzina nie może znieść imprezy a studenci kompletnie zapominają, że mieli nie przeginać, ich lider nie odbiera telefonu itp.
    Tak generalnie pomimo dobrych chęci obu stron konflikt eskaluje do absurdalnych rozmiarów bardzo bardzo szybko.
    Teraz Sąsiedzi 2 (2016 rok). Tutaj nie ma dobrych chęci z obu stron, tutaj cały konflikt opiera się na jednym założeniu… GIRL POWER!
    Bohaterowie tym razem idą do dziewczyn z absolutnie rozsądną i łatwą do spełnienia prośbą, „nie balujcie przez najbliższe 30 dni”… przez jeden miesiąc, potem mogą robić co tylko chcą. Odbijają się jednak od ściany „niezależnych kobiet”, którym nikt nie będzie mówił co mają robić, one założyły Sorority żeby imprezować i nie ma absolutnie żadnej opcji rozsądnego rozwiązania. Jasne humor jest w obu filmach mocno średni ale wydaje mi się, że to akurat jest dosyć fajny (nie wiem tylko czy zamierzony) komentarz na to jakie „problemy” społeczne były w 2014 roku i teraz w 2016 :).
    I tak mnie jeszcze tknęło jak mieliście dyskusję o tych super dobrych Sci-Fi na przestrzeni lat. Michał, mówienie, że „Ale ja widzę może z 1-2 takie Perełki co roku”… ale chyba definicją „perełki” jest właśnie to, że jest jedną z nielicznych i wybija się na tle innych zajebistością więc ciężko, żeby było ich więcej :P.

    • True, Dlatego nie zgadzam się do końca z tezą o renesansie. Bo sci-fi wychodziło zawsze. I zawsze ten jeden dobry film raz na rok – dwa się trafiał.

    • „absolutnie rozsądną i łatwą do spełnienia prośbą, nie balujcie przez najbliższe 30 dni”.

      No nie do końca. One musiały imprezować, żeby mieć członkinie i minionków, bez których nie miałyby kasy i po miesiącu straciłyby dom.

      Ale nie analizujmy tego aż tak głęboko. To są durne komedyjki, wk tórych Seth Rogen zostaje wystrzelony w powietrze poduszką powietrzną, a Zack Efron ma głównie latać bez koszulki :D

      Perełki – Głównie chodziło mi o to, że wraz z taniejącymi efektami specjalnymi większośc twórców mogłaby iść drogą Baya i Emmericha, a jednak dostajemy mnóstwo bardzo ambitnego kina SF. W ostatnich latach kilka z nich (Her, WALL-E, Interstellar czy Grawitacja) stawiało wręcz kroki milowe w gatunku (czy to fabularnie czy technologicznie).

      Ale Michał ma rację, że wcześniej też takich dzieł nie brakowało. Poniżej bardziej szczegółowa lista.

      Co my tam mamy:

      Lata 80:
      E.T.
      Predator
      Terminator
      Empire Strikes Back
      Powrót Jedi
      Głębia
      Mad Max 2
      Dune
      Akira
      Robocop
      Ghostbusters
      Powrót do Przyszłości
      Mucha
      The Thing
      They Live
      Aliens
      Blade Runner

      Lata 90:
      T2
      ID4 (durne, ale pod wieloma względami przełomowe)
      Stalowy Gigant
      Ghost in the Shell
      Dark City
      Matrix
      Starship Troopers (podobnie jak ID4)
      Kontakt
      5 Element
      Galaxy Quest
      Gattaca
      Jurassic Park
      12 Małp
      Escape from NY

      Od 2000:
      Avatar
      Her
      Grawitacja
      Donnie Darko
      Under The Skin
      Interstellar
      Arrival
      Dystrykt 9
      WALL-E
      Ex Machina
      Primer
      Eternal Sunshine of the Spotless Mind
      Children of Men
      The Road
      Moon
      A Scanner Darkly

  • michax

    A co do reżysera „Arrival” to jest reżyserem też dramatu „Pogorzelisko” i od tego filmu zrobiło się o nim głośno. Poza tym te filmy co wymieniliście thriller
    „Labirynt”, film w klimatach Davida Lyncha „Enemy” i sensacja „Sicario”.

    Różnych miał zdjęciowców a „Sicario” i „Labirynt” to akurat za zdjęcia odpowiada jeden z mistrzów nad mistrze czyli Roger Deakins, który za zdjęcia odpowiada też przy Blade Runner 2. Za to ma stałego od pewnego czasu kompozytora czyli Johann Johannssona i nie wiem czy akurat on będzie robił muzę do Blade Runner 2, ale musze powiedzieć że Vangelis mógłby zrobić gdyż niedawno wydał nową płytę i wciąż w dobrej formie jest. Nie jakieś The Best of tylko całkiem nowe kompozycje, nie związane z filmem, i naprawdę dobra vangelisowa robota.

    W ogóle dla mnie twórczość Denisa Villeneuve’a zaczyna przypominać filmografię Ridleya Scotta, i nie tylko dlatego, że kręci filmy z każdego gatunku, bo nie pierwszy i nie ostatni taki reżyser, ale chodzi mi o wizualną stronę filmów obu reżyserów, więc nie dziwne że to on będzie reżyserem „Blade Runner 2” (tak na marginesie jak wcześniej miałem całkowicie wywalone na kontynuację jednego z arcydzieł SF to teraz z ciekawością oczekuję). Podobnie jak u Scotta równie ważna (a czasami nawet ważniejsza) u Villeneueve jak fabuła jest strona techniczna czyli zdjęcia i muzyka. Z filmów Denisa też wieje takim pozornym chłodem jak z filmów Ridleya Scotta.

    Na pewno „Arrival” nie jest to arcydzieło i coś oryginalnego w gatunku ambitnego S-F, wielokrotnie tego typu twist jaki ma miejsce w filmie w gatunku tym się już przewinął.. Ja nie domyśliłem się ale też mnie specjalnie nie zaskoczył, widocznie za dużo czytałem/oglądałem SF. Wydaje mi się też że od tego twistu tak naprawdę zależy czy film się spodoba, bo słyszałem/czytałem opinie że twist ten jednych odrzuca i poziom filmu spada a u innych widzów podnosi ocenę do góry.

    Bardzo porządna filmowa robota, ale z pewnością nie jest to arcydzieło. Co ciekawe za scenariusz odpowiada facet co stworzył tak nędzne filmy jak remake Coś z 2011, remake Koszmaru z Elm Street i Oszukać przeznaczenie 5. Domyślam się że sukces filmu to zasługa głównie opowiadania na podstawie którego scenariusz napisał Heisserer.

  • michax

    A ciekawe co do filmowego „Ghost in the Shell” że w Japonii przyjęli pozytywnie trailer i Johansson w roli głównej. Nie mają nic przeciwko temu, że nie gra azjatycka aktorka.

    • Black Mirror miało lepsze i gorsze epizody, ale w trzecim sezonie trafiły się mu dwa naprawdę słabe. I nigdy w życiu nie oceniłbym Playtest na 9/10. To był spoko pomysł ale poniżej ambicji tego twórcy. I niestety poza tym pomysłem w odcinku nie ma wiele więcej. Jak na BM zbyt „gimmickowe”. Jak na horror zbyt sztampowe.

      Mam wrażenie michax, że dla Ciebie bardzo istotne jest zaskoczenie. Jak go nie ma, to jesteś rozczarowany. Czasem też to lubię, ale w Black Mirror nie to jest najważniejsze. Tutaj siłą jest komentarz na temat ludzkich zachowań i uczuć w kontekście technologii – istniejącej lub tej tuż za rogiem. Dlatego np. Shut Up and Dance jest według mnie genialne. Bez jakichkolwiek fajerwerków opisuje naszą rzeczywistość i związane z nią problemy. Wszystko w oparciu o to co przeżywają postaci i w konwencji czarnego lustra ekranów, przez które patrzymy na świat.

      Dobrze, że chociaż zgadzamy się co do Man Against Fire ;) Bardzo biedne, a do tego na pomyśle zaczerpniętym z The Outer Limits.

  • Myszu

    Dzisiaj jakaś kumulacja brainlag’ów :P
    Najpierw w pracy miałem taką sytuację:

    Przyszła kobitka na wizytę kontrolną. Ja akurat czegoś szukałem w papierach, więc byłem na recepcji i słyszałem jej rejestrację.

    Recepcjonistka: -Nazwisko i imię?
    Pacjentka: -Struzik Anna
    R: -A imię?
    P (z zakłopotaniem): Nooooo… Anna…

    Zaciekawiony patrzę recepcjonistce przez ramię, a tam w karcie „Struziganna Anna” :D Nawet skubanej powieka nie drgnęła…

    A teraz słucham sobie odcinka i dobre 20 minut się zastanawiałem, co to jest „Szata Pendens” :|