Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(): Failed opening '/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php71/lib/pear') in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

MASA KULTURY 48 – 30 TON LISTA PRZEBOJÓW

Sierpień 4th, 201323 komentarze
Szymon trochę opalił się podczas wakacji. Od dzisiaj prosi żeby nazywać go Po Znań.

Szymon trochę opalił się podczas wakacji. Od dzisiaj prosi żeby nazywać go Po Znań.

Muzyka potrafi leczyć, łączyć i HWDP.

Uwaga będzie sentymentalnie i wspominkowo. Wybieramy się w podróż w czasy kiedy Szymon codziennie rano nakładał sobie biały makijaż, a Michał popijał tanie wina na plaży… Tak jest, rozliczymy się dzisiaj z piosenkami, które w jakiś sposób zaszły nam za skórę i utkwiły w pamięci.

 

Pobierz 48 odcinek Masy Kultury, tutaj

Lista piosenek i spis treściPokaż

 

I gratis – krótki poradnik jak przerobić gołą Dodę na portret starego Indianina

Archiwum podcastów znajdziecie tutaj. Zapraszam też, do subskrybowania nas na iTunes.

« GŁOSUJEMY NA SEQUEL DREDDa
RED 2 – POWTÓRKA Z ZASKOCZENIA »

Categorized Under

podcast Polecam

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts

  • Szymon

    Ja np przy soundtracku do Torchlight’a II pisałem wypracowanie na historię. Ogólnie soundtracki gier są bardzo spoko do słuchania podczas pisania czegokolwiek :D

  • Hej, dobrze się was słuchało :>. Ja nie mam tyle na karku, żeby wspominać szukając siwych włosów ale pamiętam doskonale dwa utwory z początku XXI wieku.

    Pierwszy to genialny soundtrack z szitowego Wiedźmina, muzykę zresztą pisał Ciechowski. Prawdziwy majstersztyk, do tej pory mi się cała płyta nie znudziła i słucham bez przerwy – http://www.youtube.com/watch?v=4kY2_Bu751c&list=PL42DEAAD29994AFC7

    Drugi to triphopowy kawałek który niedawno odkryłem po 9 latach poszukiwań. Pamiętam, że widziałem teledysk w empiku i wywołał na mnie ogromne wrażenie tematyką, brutalnością i ostrą muzyką. Teraz zupełnie inaczej na to patrzę, się nam percepcja zmienia.
    https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=v1TsCud9QhU

  • Mikel
  • Konrad Wiśniewski

    W takich chwilach uświadamiam sobie, że chyba przegrałem odrobinę młodości :P. Ja nie mam piosenek z historiami, co najwyżej od Fear of the Dark i Ironów postanowiłem chwycić za gitarę :P.
    Odcinek jak zawsze dobry, ale tym razem, mimo braku gościa, chyba sensu trochę się znalazło :D.

  • Konan064

    No doprawdy bardzo ciekawe, co wyskoczy w google jak wpiszę Kononowicz xD

  • Konan064

    Najs. Poziom MK z odcinka na odcinek wyższy :P

    Moje utwory:

    The Bard’s Song – Blind Guardian
    Unforgiven II – Metallica
    Lady in Black – Uriah Heep
    Silent Scream – Slayer
    Hank Williams – Alone and Forsaken
    Johnny Cash – God’s Gonna Cut You Down
    Omega – Gyöngyhajú lány

  • To nie będzie opowieść o ulubionej piosence, ale muzyczna z pewnością. Za czasów Commodore 64, kiedy gry były na kasetach i trzeba je było „wgrać” kombinując z głowicą, pożyczyłem od kumpla kasetę z grami. Miała być tam jakaś super nowość. Spędziłem na wgrywaniu 2,5 godziny i nic. Próbuje mój Ojciec i nic. W końcu nagle słyszę coś z magnetofonu. Jakąś melodię którą kojarzę. „Cichą noc” konkretnie. Myślę NIEEEEEEEEEEEEEE! Wkładam kasetę do Kasprzaka a tam koncert kolęd w wykonaniu bodaj Mazowsza. Kumpel miał szczęście, że nie miałem go pod ręką :)

    I święte słowa, że muzyka z pracą umysłową gra świetnie. Jak miałem fazę na chemię (dawno i nieprawda) to na zapętlonym rewelacyjnym soundtracku do „Mortal Kombat” uczyłem się na Olimpiadę z chemii i efekty były bardzo dobre.

    A tak w ogóle to więcej takich odcinków proszę. A co do pytania na 50-tkę to poproszę o listę 5 ulubionych westernów!

    • Wow – olimpiada z chemii z soundtrackiem z Mortal Kombat. Groovie!

      Ulubione westerny dam ci teraz i bez czekania – „Za Garść Dolarów”, „Za kilka Dolarów Więcej”, „Dobry Zły i Brzydki”, „Dawno temu na Dzikim Zachodzie” i „Bez Przebaczenia”. Łatwo przejrzeć mój klucz odpowiedzi :)

    • Dzięki za szybką odpowiedź:) Byłem ciekaw, czy ranking zdominuje Leone, ale nie podejrzewałem, że aż tak:)

  • davis

    Jak Gustaw coś zanuci to potem melodia cały dzień za mną chodzi.

  • Rafał

    Dzięki wielkie za przypomnienie soundtracku z Daft Punk ;)
    Genialnie się przy nim gra w Starcrafta, do tego odniosłem przy nim pierwsze zwycięstwo, ta epickość.

    • Absolutnie jeden z najlepszych soundtracków. Życzyłbym sobie tylko, by wyszła wersja „nie filmowa”, w której byłoby mniej utworów, ale dłuższych. Niektóre znakomite kawałki kończą się zbyt szybko, bo w filmie nie musiały być dłuższe.

  • Monika Wojnar

    Jak zwykle jesteście świetnymi kompanami w podróży! Dzięki za odcinek :)

  • Marcin Dmochowski

    Gratuluję wyboru świetnego utworu do tańca na weselu (Nat King Cole). Szczególnie, że jest to (wg mojego instruktora, który uczył nas 3 miesiące) trudny do tańczenia kawałek. My też tańczyliśmy przy tym utworze, tylko w wykonaniu przczółki Ma… wróć, Zbigniewa Wodeckiego. Nazywa się to chyba Oczarowanie albo Zaczarowanie, i przynajmniej ma słowa zrozumiałe dla gawiedzi ;)
    Tak poza tym, to dzięki za fajny odcinek!

  • Szymas

    Podsumowanie tego odcinka:
    1. Michał był nerdem jeszcze przed powstaniem Internetu.
    2. Szymon był hipsterem jeszcze zanim istniało słowo „hipster”.

    PS Ale z tym hate’m na Dodę i Majdana przegięliście! Oni chyba też mają uczucia =(
    PS 2 Pozostając w temacie głębokiego przekazu współczesnych hitów, chciałbym jeszcze na koniec polecić: http://www.youtube.com/watch?v=DYg1fAXHWmM .

    • do cholery byłem grandżem nie nerdem! :p

    • Szymas

      Cicho, „Brudasie”! ;)

    • Fredosław

      Wtedy nikt nie znał w Polsce takiego sowa jak nerd. Ja go do dziś nie rozumiem (poważnie, te opisowe definicje jakieś dziwne są), kiedyś to tłumaczyli jako „frajer”.

    • Dzisiaj „nerd” też znaczy „frajer”, ale tylko czasem. W innym wypadku, to spoko gość. Zależy z kim rozmawiasz i w jakiej sytuacji. Trochę jak „dziwka”. Zazwyczaj obraźliwe, ale pogadaj z alfonsem… ;)

  • Pietrek

    Jak miło się wspomina jak to czatowało się całe wieczory przy radio aby ponagrywać sobie piosenki na kasety. Później odsłuchiwanie nagrań z kawałkami reklam/zapowiedziami prezenterów pomiędzy utworami bo nie udało się perfekcyjnie trafić z czasem. Ile trzeba było się naczekać aby nagrać składankę ulubionych piosenek. Piątki z listą przebojów trójki, w niedzielę 30ton… piękne czasy. Trzeba przyznać miało to swój urok, nie to co youtube, itunes i co tam jeszcze.

    Co do ważnych chwil przy muzyce to u mnie cienko, nie pamiętam nic konkretnego. Za dzieciaka Innuendo Queen’ów robiło na mnie największe wrażenie. Mieliśmy w domu ponagrywane na VHS przez tatę różne koncerty, teledyski i co tam jeszcze związane z muzyką w tym między innymi wyżej wymienioną piosenkę. Był to jeden z moich ulubionych utworów i teledysków te plastelinowe ludki, kolory, rysunki… No cudo. Ale kiedy pewnego dnia ojciec powiedział mi, że zrobiono taki teledysk bo Freddie był już poważnie chory i później niedługo umarł to za każdym razem aż po dorosłość słuchałem tego kawałka praktycznie ze łzami w oczach. Do tej pory mi sentyment pozostał.

    W ogóle przez całe dzieciństwo to z siostrą zostaliśmy zindoktrynowani przez tatę, bo jako prawdziwy fanatyk za punkt honoru postawił sobie, że jego potomstwo musi słuchać jedynej i słusznej muzyki, czytaj tej, którą on lubił ;] Więc takie jaskółki, Cześki, Dżemy itp. itd. to mieliśmy od kołyski aplikowane w masowych ilościach. Pamiętam na rodzinnych imprezach, czy jak odwiedzali nas znajomi rodziców jak zaczynało się robić grubiej to oczywiście w ruch szły kasety i płyty. Zanim oczywiście zaczęli śpiewać było sporo gadania a jako małe dzieciaki nie byliśmy tym zbytnio zainteresowani więc latało się byleby tylko nie siedzieć przy stole. I za każdym razem gdy przechodziło się obok, ojciec specjalnie zaczepiał i się pytał – a kto to śpiewa? -Pink Flojd… -A to? -Juraja Hip… A co to za piosenka? (ja dzieciak z kilka lat) -No przecie wiadomo, że Schody do Nieba… Ale dumny był… Swoją drogą swoim dzieciakom pewno zgotuję to samo ;]

    A jeśli idzie o śpiewanie w stanie wskazującym, jak wiadomo, że nie ma już powrotu, koniec jest bliski i nieunikniony jest tylko jedna i jedyna piosenka ostateczna (śpiewana przez męską część towarzystwa). „O mój rozmarynie”. Po tej piosence nic nie jest już istotne, wszystko co ważne zostało powiedziane, świat może płonąć, zatrzymać się w miejscu to bez znaczenia.

    No a teraz trochę się pogrążę ;> Sylwester dwa tysiące któregoś roku. Jakoś na imprezach, gdy bardzo się już sponiewieram nachodzi mnie chęć na wszelkie możliwe eskapady. I w rzeczoną noc tradycji musiało się stać zadość, też mnie nosiło. Pominę już jak ledwo utrzymując się na nogach, zadowolony poszedłem do jedynego otwartego w okolicy całodobowego aby uzupełnić zapasy (30 osobowa kolejka za mną nie była zadowolona po pewnym czasie), i jak później do tego sklepu wróciłem z butelkami szampana do poznanej przy ostatniej wizycie kasjerki (jej współpracownice utrzymywały, że poszła wcześniej do domu… trudno jej strata ;] ). W każdym razie wylądowałem z kilkoma osobami na rynku przed ratuszem, gdzie były jakieś koncerty, ludków sporo, ale dość kulturalnie. W końcu odliczanie, fajerwerki i puścili piosenkę. Tu muszę zaznaczyć, że śpiewać nie umiem kompletnie i dla dobra ogółu robić tego nie powinienem, ale do rzeczy. Nie wiem jak tego dokonałem ale na cały regulator, przez całą piosenkę darłem mordę najgłośniej w promieniu jakiś 30 metrów (a był tłum), ludzie trochę zdezorientowani dziwnie się na mnie patrzyli, a znajomi jakoś szybko się ulotnili na bezpieczną odległość co by nie być ze mną powiązanym. I teraz najważniejsze. Wiem, że była to piosenka Dody ale nie mam zielonego pojęcia co to był za utwór bo nigdy w życiu jej nie słuchałem. Nie znam ani jednej jej płyty, ani jednego tytułu utworu nie mówiąc już o tekście, ale wiem, że tej nocy którąś zaśpiewałem całą i to relatywnie głośno (nawet na koncertowe warunki) ;> Wstyd ale co tam, z ciekawości chciałbym zobaczyć z boku jak wtedy wyglądałem i co się ze mnie wydobywało ^^

    Cholera, znów się rozpisałem ;>

    A odcinek dobry tak trzymać.

  • MatioK

    Szymon – ty przystojniaku.