MASA KULTURY 47 – WIELKI BLOKBASTER

Lipiec 22nd, 201337 komentarzy
Gucio is not impressed

Gucio is not impressed

Miało być epicko, wyszło jak zwykle.

Jesteśmy już zmęczeni letnimi blokbasterami (jakby ktoś się pytał to zbitka słów – blok jak blokowisko i plaster miodu. Czyli słowo blokbaster oznacza słodkie bloki. Filmowe). Na całe szczęście to już za nami. Teraz możemy w spokoju oglądać seriale a nie kolejny film, w którym miasta zamieniane są w pył i gruz. O co chodzi z tymi blokbasterami? Czy nie da się już nakręcić filmu o budżecie powyżej 100 mln dolarów, w którym nie niszczy się żadnych budynków? Najwyraźniej nie. W Hollywood chodzi pewnie taki oto cennik:

  •  film za 100 mln – trzeba zniszczyć jeden budynek dowolnej kubatury,
  • film za 130 mln – do rozwałki minimum jeden wieżowiec,
  • film za 150 mln – do wyburzenia pół miasta
  • film za 200 mln – bum, bum, bum – niszczymy całe kraje!

POBIERZ 47 ODCINEK MASY KULTURY, TUTAJ

 

Spis Treści i linkiPokaż

Archiwum podcastów znajdziecie tutaj. Zapraszam też, do subskrybowania nas na iTunes.

 

 

« PACIFIC RIM – FILM, KTÓREGO NIE WIDAĆ
GŁOSUJEMY NA SEQUEL DREDDa »

Categorized Under

podcast Polecam

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts

  • Szymas

    Akurat PR mi się podobał, ale… i tak śmiałem się, gdy zabawiliście się w lożę szyderców :)

    Dzięki za opinię o „Księdze bez tytułu”. Trzeba będzie kiedyś po nią sięgnąć.

    Co do Bociana, to czekamy na wypowiedź pewnych polityków, która wyjawi fakt, że tak naprawdę to bocian był niemiecki, a to wszystko to jedna wielka prowokacyjna mistyfikacja :)

    Vogue… <3 it! :) Klikałem 'A' chyba z 10 minut.

    A strona Bogdana jest po prostu epicka! Samdzielnie można zmieniać ustawienia kolorów, aktywować te mindfuck'owe dźwięki! Galerie obrazów są podwójne, w dodatku urozmaicone muzyką regionalną (gdy przegląda się zdjęcia z Wenecji słychać "O sole mio"), w zakładce Hobby (rybna wikipedia) śpiewa Kabaret Starszych Panów, a playlista z "Podręczników" jest tak klasyczna, że aż rodzinka mi się zleciała i zaczęła podśpiewywać ;)

    "Dark Skies" też trzeba będzie zobaczyć. I "Księdza 3D"… choć to może boleć.

    • Kontakt z „Księdzem” boli ;)

    • Eee tam, ja potem dostaję snikersa :p

    • Szymas

      „Dzielny pacjent” :)

  • POLIP

    Ja się na „Pacific Rim” bawiłem doskonale. Nie przyjmuję argumentów, że rozwalili tam za dużo budynków albo zamiast walić się po mordach mieliby strzelać do potworów z działek – gdzie byłby fun bez walenia się po mordach? Albo wyśmiewanie budowy muru – przecież to była decyzja głupich polityków przyciśniętych do – nomen omen – muru przez przerażone społeczeństwo, fatalna zresztą. I też chyba nie jest tak, że łykam wszystkie głupoty serwowane przez blockbustery, bo półgodzinna napierdzielanka w „Man of Steel” średnio mi przypasowała, w ogóle dużo więcej oczekiwałem od tego filmu.
    Ogólny problem z letnimi hitami filmowymi może tkwić w zdaniach typu „jeśli wyłączy się mózg, to..” albo „pomijając głupawą fabułę…” stosowanych w większości ich recenzji. Szeroko skierowana rozrywka nieobrażająca inteligencji widza to być może największe wyzwanie współczesnej kultury.
    Tak czy siak, pytaliście, co oglądamy. Ja się wreszcie wziąłem za „Twin Peaks” (wstyd, że dopiero teraz, nie?) oraz spokojnie nadrabiam sobie „Breaking Bad” przed ostatnim sezonem. Z bieżących rzeczy, „Dexter” (na razie nudy), „Falling Skies” oraz „Under the Dome”. Plany? Na pewno „Luther”. Po głowie chodzi mi też zachwalane przez znajomych „Suits” oraz Stephenowo Kingowe „Haven”. Siedząc w czasie wakacji w Wielkiej Brytanii sam ścieram się z kultem „Doktora Who” i wciąż go nie rozumiem, ale być może kiedyś przyjdzie czas na zapoznanie się z tym tworem. W końcu pisze to ktoś, kto obejrzał całe „Smallville” i jeszcze mu się podobało. :) Pozdro!

  • HugonOkrutnik

    Jakoś nigdy nie wspomnieliście o Sons of Anarchy, a to dla mnie najbardziej niedoceniany serial. Powaga. Ma pewne niedoróbki. Fabuła często naciągana jest pod akcję. Jednak, gdy wystarczy spojrzeć na te mordy aktorów, już się fajnie robi. Pierwszy sezon miał nacisk na fabułę, psychologię postaci itd. Niesamowite rolę kobiece. GENIALNA Katey Segal i Ally Walker! Później trochę wieje nudą, jednak znów się rozkręca. Czwarta seria miała być ostatnią, ale znów wróciła na właściwe tory, ( tym razem mamy więcej akcji) i tak oto czekam niecierpliwie na 6. sezon. Całym swoim jestestwem polecam. Może nie będzie to najlepszy serial w życiu, jednak przekonany jestem, że, kurczę, warto.

    Michał, Ty na serio nie lubisz Milli? A widziałeś „Million dolar hotel”? A słyszałeś jak śpiewa? Jeju, nie trafiła na tego Paula Andersona co powinna.

    Przykładowe „NAJki”:
    Najśmieszniejszy człowiek świata?
    Najbardziej przereklamowany film/serial/aktor/reżyser (i ich żeńskie formy)?
    Najbardziej porąbany psychol w popkulturze? Mój typ: zobacz Hannibal s01e02 (co siedzi w głowie człowieka, który wymyślił tą postać?)
    Top 5/10 najfajniejszych animowanych lasek, które chcielibyście, aby byłe prawdziwe. Mój typ: April O’Neal
    Najbardziej bezsensowni superbohaterowie.
    Z którym twórcą, czy też fikcyjną postacią najchętniej poszlibyście na piwo? Mt: komisarz Luther.
    Najbardziej przerażająca rzecz (film, odcinek, scena, konkretne monstrum/zagrożenie) w popkulturze. Mt: pierwszy raz zobaczyłem „Blair Witch Project” na głębokim zad.. w garażu, w godzinach nocnych. Trzymałem mocz do świtu.
    Najbardziej obrzydliwy film, którego nie kazalibyście oglądać najgorszemu wrogowi. Mt: Serbski film, Ludzka stonoga 2, Straszny film 5.
    Najbardziej mi szkoda…, czyli serial, który był dobry, ale się stoczył.
    Gdybyś mógł wniknąć w jakiś twór popkulturowy,to najbardziej byś chciał, dostać się do świata…? Mt: Światy H. Miyazakiego.
    Jakiemu badassowi sami najchętniej byście skopali tyłek? Mt:gostek, który odstrzelił matkę Bambi.
    Najbardziej wstydzę się przyznać, że oglądam/ałem… Mt: „Zbuntowany anioł”, „True blood”.
    Gdybyś mógł być synem postaci z popkultury, to czyim najbardziej byś chciał> Mt: waham się między Clintem Eastwoodem a Charlie Sheenem.

    Najbardziej pożądany pocałunek w historii kina. Mt: Scarlett J & Angelina J.
    itd…itd…

    Na koniec polecanka, dla każdego kto w młodości uwielbiał Żółwie Ninja, w ubiegłym roku wypuszczono odświeżone nowe żółwie i miłość wróciła. Naprawdę sprawnie to robią. Bardzo fajna, luźna rzecz do zobaczenia w wakacje. Szczególnie jeżeli na bale chodziłeś przebrany za Michelangelo.

    • Żółwie oczywiście widziałem i byłem zadowolony :) Teraz czekam na kinowe z Megan Fox :P

      A Mili nie lubię głównie przez Residend Evil. Tak jest Paul W.S. Anderson jest tak uzdolniony, że potrafi mi nawet odebrać odbiór tak fajnej dziewczyny jak Mila Jovovich

  • Udało mi się w końcu przesłuchać odcinek i skłoniliście mnie mocno do refleksji z tymi blockbusterami. I teraz macie problem, bo Wam elaborat napiszę w komentarzu.

    Zacznę od tego co napisałem pod recenzją filmu. „Pacific Rim” bardzo mi się podobał. Uważam, że del Toro chciał zrobić prosty film (Szymon – mam takie samo wrażenie jak Ty, że on świadomie celował w rozrywkę sprzed lat tylko myślę, że nawet w lata 70-80te). I prosty film dostaliśmy. Dla mnie jest prosty, ale w żadnym momencie nie prostacki, Żadne wybitne kino, ale bardzo przyjemna rozrywka dla dużych chłopców. I ważne moim zdaniem aby mieć tego świadomość. O tyle to istotne, że według mnie zabawa w wyszukiwanie idiotyzmów w kinie rozrywkom nie ma sensu, bo każdy film można w ten sposób objechać. Wymieniacie „Terminatora 2” (kult w stanie czystym), a czy Skynet mając możliwość podróży w czasie nie mógł prościej załatwić problemu Connora niż wysyłając pojedynczego androida aby zabić jego matkę? Czy Imperium było tak głupie, że jedyne newralgiczne miejsce w Gwieździe śmierci nie było lepiej zabezpieczone? Można tak w nieskończoność tylko sensu moim zdaniem to nie ma.

    Nie zmienia to faktu, że współczesne blockbustery stają się co raz trudniej oglądalne. Nie to nawet, że są złe. Ot takie poprawne kino, obejrzeć można, ale dokładnie tak jak mówicie za miesiąc się o nich nie pamięta. Przyczyn moim zdaniem jest kilka. Po pierwsze ilość. Zwróćcie uwagę, że kiedyś dostawaliśmy 1-2 takie filmy rocznie. Teraz od maja co weekend wchodzi nowy. Disney, DC i reszta Hollywood odkryła żyłę złota i zalali nas filmami, których zaczynamy mieć dość. Drugi problem to budżety, które wzrosły dramatycznie. Pierwszy Iron man 140, pierwszy Spiderman 140. Iron man 3 ? 200, Amazing Spiderman 230, Dark Knight Rises 250. Za takie pieniądze można zrobić wszystko i twórcy się tym zachłysnęli. Jeżeli ktoś nam daję kasę za którą możemy zrobić apokalipsę to nie możemy zrobić filmu w skali mikro. I stąd według mnie zachłyśnięcie Epickością do potęgi. Duży błąd. Ale to będzie eskalować. Słychać co raz więcej narzekań, ale ludzie do kina i tak idą, a skoro każdy taki film zarabia miliardy to księgowi nie pozwolą zrobić kroku wstecz.

    Kolejna rzecz to blockbuster idealny. Mówicie, że coś jak Alien, Matrix albo Blade runner. Ale żaden z tych filmów nie był moim zdaniem blockbusterem! Alien budżet 11 mln (Czas apokalipsy 31,5, Star Trek 35), Matrix 64 mln (Mumia ponad 80, Star Wars Phantom Menace 115). Wyłamuje się Blade Runner (całe 28 mln). Ale według mnie problem leży w tym o czym napisałem wcześniej, że teraz blockbuster = mega rozpierducha. Oczekuje tego większość widzów, a księgowi wykładając 200 mln nie chcą „kameralnego kina”. A kiedyś wydając nawet w miarę duże pieniądze częściej podejmowano ryzyko. Przecież każdy z tych tytułów to była nowa marka! I choć żaden z wymienionych filmów nie odniósł spektakularnego sukcesu finansowego bezpośrednio po premierze, to obrosły kultem bo opowiadały ciekawe historie. I mówiąc o budżetach chyba o tym zapominamy. Kiedyś nie bano się robić kina rozrywkowego dla dorosłych. Teraz letni blockbuster ma być filmem PEGI 13, a wbrew pozorom odbija się to nie tylko na braku krwi i przekleństw, ale też właśnie na fabule. No i kolejny problem leży w tym, że brakuje nam twórców z pomysłem. Dla mnie książkowy przykład do James Cameron. Można lubić jego kino lub nie. Każdy jego film to wysokobudżetowa produkcja, ale on zawsze ma pomysł jak wydać te pieniądze. Niekoniecznie robiąc apokalipsę.

    Kończąc, dla mnie blockbuster idealny to taki, gdzie za kamerą i przy scenariuszu usiądą ludzie z jajami. Aby pokazać coś nowego i wiedzieć jak wykorzystać 200 mln (a niech tam, nawet robiąc superhero movie) A póki co w zalewie homogenicznych wakacyjnych hitów lepiej się przerzucić na mniejsze kino (vide nowy „Evil dead”) i zdecydowanie na seriale (ja ostatnio nadrabiam i polecam bardzo „American Horror Story” oraz brytyjski „The Fall”).

    I na sam koniec (przepraszam za skalę wpisu). Bruce Willis ostatnio najbardziej podobał mi się pierwszym „Red” – doskonały film. I ciekawe czy dwójka nie popsuje mi wrażeń. .

    • Jerry wspominam chyba o tym w podcaście – jak dla mnie też największym problemem jest ilość. Gdyby Pacific Rim nie był piątym-szóstym podobnym filmem w tym sezonie na pewno oceniłbym go inaczej. Po prostu to zwykłe przejedzenie.

      Co do porównania budżetów – jest ono dosyć obrazowe ale trzeba pamiętać, ze te filmy powstawały w innych latach – dolar miał inną wartość i ogólnie budżety na produkcje rozrywkową były znacząco mniejsze. Taki Blade Runner był kinem wysokobudżetowym i miał zarobić dużo już w swoich zamierzeniach.

      Ja szukałbym problemu w Kinie Nowej Przygody. Kiedyś to było zbawienie dla kina. Dziś jest już problemem. Wielkie budżety, PG13 (tak jak piszesz, nie tylko przejawia się w brutalności), rycerscy bohaterowie, czerpanie z popkultury itd. Cały czas obracamy się w kręgu Kina Nowej (a może dzisiaj „Nowszej”) Przygody.

      Co do wytykania głupot – tak to nie ma sensu. Każdy film ma ich pełno. Ale niektóre mają ich jeszcze więcej. I do tego mnie takie wyłapywanie głupotek śmieszy, Taka gimnastyka umysłowa. Raz zwracam na to uwagę bo kole mnie w oczy, innym razem nie szczególnie bo reżyser albo producent potrafił to wszystko tak zgrabnie przedstawić, że nie rzuca się w oczy.

      Problem z Pacific Rim jest taki, że faktycznie czerpie on z kina lat 80. i łączy je z Anime. Niestety robi to śmiertelnie na poważnie. Dlatego wszystkie te głupoty wyłażą. Podobnie było z Dak Knight Rises. Przez to, że ten film tak starał się być poważny (i dodatkowo mroczny) wyszedł przekomicznie.

    • Dużo z racji z tym KNP. Pomyślałbyś katując „Indianę Jonesa” na VHSach, że Kino Nowej Przygody odbije się nam tak mocną czkawką?

      A co do „Pacific rim” to mi się akurat ta powaga podobała. Ostatnio mamy za dużo albo jajcarskich pastiszy i mrugania okiem do widza, albo super mrocznych filmów. A tu było poważnie i z patosem, ale jakoś to kupiłem. Nawet przemowa Elby jakaś taka mniej irytująca niż przemowa Pullmana w „Dniu niepodległości”.

      ps. Tak mi się skojarzyło, że te obliczenia matematyczne z PF pasują jak ulał do zalewu blockbusterów. I nawet skala Kaiju się zgadza:) Jak weźmiemy pod uwagę, że del Toro nabija się jeszcze z komercjalizacji zagrożenia to wychodzi na to, że PF to przewrotne kino ilustrujące kondycję współczesnej filmowej popkultury :)

    • sk

      Przemowa była żałosna. Wystarczy spojrzeć na takiego grubego statystę w tle , który ledwo co uśmiecha się i klaszcze od niechcenia. Elba nie przekonał nawet innych aktorów! Dopiero co widza.

    • Podczas przemowy nie mogłem z beki. Serio. Tam jedno zdanie do drugiego się nie kleiło. Każde brzmiało epicko, ale było wyrwane z kontekstu. Tam nic nie miało sensu! A co więcej gadał do jakiejś bandy statystów-brudasów, którzy nikogo nie obchodzili. Tylko biegali w kółko. Zdecydowanie bardziej mi się podobał prezydent Whitmore zapowiadający świętowanie Dnia Niepodległości

    • SK

      ” Czy Imperium
      było tak głupie, że jedyne newralgiczne miejsce w Gwieździe śmierci nie
      było lepiej zabezpieczone? Można tak w nieskończoność tylko sensu moim
      zdaniem to nie ma.” – wszystko ma jakiś słaby punkt – do tej „idei” odwoływało sie to w SW. ” on świadomie celował w rozrywkę sprzed lat tylko myślę, że nawet w lata 70-80te). I prosty film dostaliśmy.” – co z tegeo że z lat 70? jak w owych latach byly i kiepskie i dobre filmy, a ja mam wrazenie ze Toro „celował” w kiepski film z lat 70 – i trzeba przyznac ze to udalo mu sie wysmienicie! Trzeba wiedziec na co sie pisze! Wtedy ocena 10/10! Trzeba miec tego swiadomosc :) Zapraszam wszystkich na potrawkę z martwego od 3 lat kota – wiecie na co się piszecie – jesteście świadomi więc w tej kategorii to oceniajce ;) . Dla mnie jest prosty, ale w żadnym momencie nie prostacki, Żadne
      wybitne kino, ale bardzo przyjemna rozrywka dla dużych chłopców.” a dla mnie wlasnie prostacki, nawet gorzej, brak mi słów :) i przede wszystkim DLA MALYCH CHLOPCOW moim zdaniem – to jest rozrwyka po ktorej obok mnie w kinie siedzial chlopczyk z tata i po seansie powiedzial „podobalo mi sie” – dla mnie to jest kino dla 10-13 latkow – ewidenctnie Toro chcial zrobic film dla swoich dzieci [o ile takie ma] podobbnie jak ostatnie filmy Szajlamana [ten z Willem Smithem-to takze kino dla mldoszego widza] to widac jak na dloni – prosty przekaz tak, że niemowle zrozumie, ALE nawet w tej kategorii filmu dla dzieci to bym ocenim max 5./10 – wystarczy wziąć 101 dalmaynczykow, krol lew, Swinka Babe itd zeby zobaczyc ILE TAM BYLO NAPIECIA. Nigdy nie zachwycalem sie Del Toro [chyba najlepszy byl w Cronosie i przy produkcji Sierocińca dzięki ktoremu mam wrazenie w PL wszedl na salony w prasie fachowej] . Info do Szymona pomysl wychodzenia potworow z glebi morza jest wzięty od HPLovecrafta, któregfo Toro miał ekranizować, ale nikt nie byl zainteresowany. Będzie kiedyś o tym w moim podkascie o W górach szaleństwa.

    • „wszystko ma jakiś słaby punkt”? W myśl tej zasady to PF odwołuje się wprost do idei, że nie ma takiej przeszkody, której nie da się pokonać determinacją i uporem.

      Z tymi latami to doprecyzuję o co mi chodziło. Moim zdaniem del Toro chciał zrobić bezpretensjonalny film. W latach 70-80-tych (i nawet później) film rozrywkowy miał głównie dostarczać rozrywki. Przecież na tym opiera się wspomniane przez Michała całe Kino Nowej Przygody. Ostatnio kino rozrywkowe musi mówić o czymś więcej. A niestety w 9 przypadkach na 10 to się nie udaje (czemu to temat na osobną dyskusję). I podtrzymuję, że idąc na film rozrywkowy oczekuję rozrywki. On nie ma zmienić mojego światopoglądu, albo zmusić do refleksji. Mam się dobrze bawić. I na PF dobrze się bawiłem. Jeżeli Ty nie, szkoda, ale wszystkim nie dogodzisz.

      A co do samego del Toro, ja go nie mam za żadnego zbawcę kina. Dla mnie to to trochę casus Tony Scotta, czyli sprawny rzemieślnik mający swój pomysł na kino. Mi jego wizja się podoba i to zarówno w tych filmach mniejszych („Kręgosłup diabła”) i większych (pierwszego „Hellboya” uwielbiam).

    • sk

      Mówisz o murze pokonanym przez Kaiju? Chodzi mi o to , że gwiazda smierci miała jakis tam słaby punkt jak każde urządzenie. Czy film jest bezpretensjonalny? Myślę że wręcz przeciwnie, bo mam po nim pretensje do DelToro, że zmarnowalem 2 godziny – naprawde myślałem aby wyjść z kina, co nigdy mi się nie zdarzylo. Mój zarzut to, że scenariusz jest zły nie chodzi mi juz o efekty ktorych nie widać, i to ze brak pomyslow na walki, i że giganty trcą uczucie rozmiaru kiedy np wpadaja do wody [widać że to po protu hipki walczące-nie czuć że mają kilka KM wysokosci] ani o debilny mur wokol pacyfiku tylko o brak scenariusza – braz rozpoczecia, rozwiniecia, zakonczenie, brak dramaturgi, zle dialogi, opisowe, dopowiadające [dla dzieci wlasnie] Del Toro zrobił zły film, a dla dzieci film słaby, przecietny, po którym dziecko może tylko powiedzieć że fajne były roboty. ok.

    • Mówię o przekroczeniu przez głównych bohaterów własnych ograniczeń i pokonaniu Kaiju, a piję do tego, że czepiać się można każdego filmu i moim zdaniem idea, że każde urządzenie ma słaby punkt można obśmiać tak samo łatwo jak mur w okół Pacyfiku. Albo coś kupisz albo nie. Bezpretensjonalny moim zdaniem był, bo del Toro nie obiecywał nic poza prostą rozrywką. Kluczowa kwestia czy to dobry czy zły film jest moim zdaniem obiektywnie nierozstrzygalna i pozostaje kwestią gustu. Szczególnie mi trudno się na ten temat wypowiadać, bo: 1) Nie znam się na kinie tylko je lubię. 2)Powszechnie wiadomo, że lubię kino klasy B (a nawet niższej).

    • sk

      Ja tez lubie kino klasy B, a nawet C. Jednak sa filmy tej klasy które ogląda się z przyjemnością a takie przez ktore trudno przejść. Przykład: Plan no9 from outer space-klasyka gatunku. A spóbuj obejrzeć również film z lat 50, również SF, również mały budzet pt „Robot Monster” – nie dasz rady. No chyba, że go „kupisz” ;) Ja kupiłem tylko bilet na PR i wystarczy ;) A PS do „zlych filmów” to nie wiem jak można Killer Shrews czy Them wyświetlać jako „najgorsze filmy świata” – wlasnie przez tego typu festiwale ludzie mają skrzywione pojecie o „starym kinie”, ale to nisza maxymalna i takie PS :) Kiedyś było w odcinku MK. Ja nie mam syndromu przejedzenia – nie ogladalem Supermena ani Iron Mana 3. Powiem jeszcze że ROBOT JOX był o wiele lepszy choć przeciętny już dzisiaj. Ale ciekawszy przez same efekty analogowe. PSS Co do idei kazdy mechanizm ma swój słaby punkt – jestem w stanie wszystko ZAAKCEPOTOWAĆ. Nawet to że Neo lata jak superman w ostatniej scenie Matrixa. Ale żeby to sie stało to Wachowscy przprowadzili cały film by do tego dojśc., A cco zrobil del Toro? Wymyślił świat [w pierwszych 3 minutowym prologu] gdzie walczymy z potworami za pomocą robotów. OK. Ale czy pokazał że to świat w którym mioeszkają idioci, którzy budują mur z cegieł przeciw takim bestiom? W dodatku gdy dzialaja rakiety? Do tego dodał pomysł, że 2 ludzi musi prowadzić robotem bo psychicznie nie dadzą rady. W dodatku dodał pomysł, że muszą oni to robić z kabiny robota (za 20 lat Wi-fi nadal nie bedzie w stanie przesłać tak potężnej informacji na odległość jak kierowanie robotem), do tego pomysł wejścia w mózg kaiju po to by dowiedzieć się że atomówkę trzeba spuścić trzymając tego Kaiju bo wtedy PRZEJCIE między światami zaakceptuje DNA robota i człowieka jako kaiju i wpuści go do swego świata, do tego pomysł, że można uciec z takiego portalu za pomocą dmuchanego materaca, który spod ciśnienia wody (oczywiscie to specjalny materac) wyrzuci cię ponad Atlantyk. POMYSŁY ZAJEBISTE! :) Ja bym je nawet „kupił” ale czy Del Toro poświęcił choć trochę czasu na ich uwiarygodnienie? Na pokazanie świata w którym takie rzeczy moga zaistnieć? NIE. Bo musiał pokazywać Wściekłego Byka na miejskim ringu, który wali z piąchy i dwóch debili – którzy mają żarty na poziomie embrionu. :_)

    • Tylko według mnie przy B klasowym kinie (a PF uważam, że wprost do takiego się odwołuje) ważne jest to co wielokrotnie wspomniałem czyli nastawienie widza. Wspominasz „Plan 9” jako klasykę, ale ten film jeżeli nie podejdzie do niego jako do złego kina jest bezdyskusyjnie nieoglądalny. Myślę, że co do PF się po prostu nie dogadamy, bo ja oczekiwałem prostej rozrywki i ją dostałem. Podkreślam jeszcze raz – to nie jest żaden wybitny film, a jak dla mnie ponadprzeciętne kino rozrywkowe już tak. Przypomniało mi trochę pierwotną przyjemność jaką miałem oglądając filmy za dzieciaka. Bez analiz, bez bagażu w postaci zastanawiania się w którym miejscu do czego twórcy się odwołują. Dobrze się bawiłem na seansie i punktowanie, że budowa muru jest bez sensu (co na marginesie podkreślają i nasi bohaterowie i media w filmie), albo, że inny film z gatunku był lepszy tego nie zmieni. Del Toro mógł iść w innym kierunku, ale zrobiłby zupełnie inne kino. Czy lepsze tego się nie dowiemy.

      A co do ps. Nie wiem skąd u Ciebie takie wątpliwości co do najgorszych filmów świata. Patrząc na listę filmów to widać konsekwencję i pomysł na to co tam prezentują. To, że takie „zabójcze ryjówki” to swego rodzaju klasyk to nie oznacza, że to dobre kino. A jakim skrzywieniu względem „starego kina” mówisz?

    • sk

      Ze jak ludzie widzą czarnobiale kino z lat 50 [nie mowiac juz o wczesniejszym] to konotuje im się, że to smieszne bo efekty beda słabe, i takie „niedorobione” , ogolnie mowiac.

    • Ja byłem na wielu filmach w ramach „Najgorszych filmów” i „Ekstazy i mdłości” (inkarnacja cyklu w ramach „Transatlantyku”) i myślę,że akurat tam jest odwalana dobra robota. Każdy film jest opatrzony wprowadzeniem, które naświetla co i jak. Wiele filmów w Polsce nikt by nie widział gdyby nie ten projekt. A, że ludzie mają takie podejście jak mówisz tego nie unikniemy. Mi kiedyś ktoś komentarz napisał, że nie ogląda nic poniżej 2000roku bo wcześniej słabe filmy robili. Z tego rodzaju postawami nie wygrasz.

    • Szymas

      „Teraz letni blockbuster ma być filmem PEGI 13, a wbrew pozorom odbija się to nie tylko na braku krwi i przekleństw, ale też właśnie na fabule.” – smutne, ale prawdziwe…

    • Jedyna nadzieja w tym, że przeciętny nerd dorośnie i zacznie chodzić do kina na filmy pokroju „Dredda”. Na razie niestety takie filmy nie zarabiają (ciekawe jak w tym roku sobie poradzić Riddick, który zaryzykował właśnie kategorię R).

    • Szymas

      Gdyby Riddick miał być od lat 13, to… wolę sobie nawet nie wyobrażać, jak by to miało wyglądać ;) Przy czym jakoś nie martwię się o jego zarobki. Dredd pomimo wszystko był stosunkowo „niszowy”. Ja w czasie jego premiery byłem świeżo po rocznej emigracji i przyznam, że o filmie dowiedziałem się dopiero jakieś 3 miesiące później. Totalnie mnie to ominęło. Riddick natomiast jest marką bardziej znaną, Vin Diesel przez TF&TF ma masę fanów, a dodatkowo w filmie zagra Urban, więc także fani Dredda, Dooma itd. pewnie skuszą się na wizytę w kinie.

      I w ogóle to jestem zdania, że potrzebne są oba rodzaje filmów. Problem powstaje wtedy, gdy jednego typu jest ZA DUŻO. Bo powiedzmy sobie szczerze – gdyby do kin wchodziły wyłącznie produkcje pokroju Dredda czy Riddicka, to tego typu kino również by nam się przejadło i zaczęlibyśmy tęsknić za IM czy PR.

    • Polać mu bo słusznie prawi!

  • Piotr

    A ile kosztuje film w którym wielki zielony laser niszczy całą planetę ? ;]

  • Dahman

    Nielegalni to moj najbardziej zmarnowany punkt z karneciku w audiotece. Nie polecam nikomu. Ksiazka bez redakcji, sensu, pisana przez nowicjusza. Mysle, ze dobry redaktor, pokierowalby VVS (w koncu autor ma niesamowita wiedze z zakresu polskiego wywiadu) i pomogl zrobic z tego cos duzo ciekawszego. Niestety z tego powodu nie siegam po kontynuacje.

    • Cholera, jestem chyba jedynym człowiekiem, któremu się „Nielegalni” podobali :P Ok, zgodzę się, że może jest trochę topornie napisana w porównaniu np. do takiego Larsona, czy Nesbo (zresztą z tego co kojarzę ten drugi, którego uwielbiam, tez chyba ci nie podszedł?) ale sensu tam właśnie sporo. I radość robią te wszystkie smaczki, które budują wiarygodność głównego wątku opowieści, a zwłaszcza wszystko to co związane jest z działaniem polskiego i rosyjskiego wywiadu. I nawet ta „toporność” jest taka swojska. Zwalone jest natomiast w mojej opinii tempo i mnogość zbyt rozbudowywanych wątków pobocznych przez co ciężko znaleźć główną oś historii i się na niej skupić. Autor miał za dużo do powiedzenia i nie pojawił się ktoś, kto by powiedział: z tego zrób jedną książkę, z tego drugą, a z tego opowiadanie. Nie pchaj wszystkiego na raz.

    • Dahman

      Ta ksiazka to zbior wymieszanych opowiadan bez puenty i bez podzialu, z kilkoma tylko elementami, ktore to wiaza. Sam zauwazasz to w odcinku. Problem jednak jest z tym, ze tak nie konstruuje sie ksiazki (na eksperymenty beletrystyczne to trzeba miec pioro jak armate). Nie jest to wina pana Vincenta, bo to jego pierwsza ksiazka, ale wydawcy, ze poskapil porzadnego redaktora, ktory z 800 stron zrobilby 400 i poradzil co poprawic w prowadzeniu akcji. Taki Dan Brown to bez redaktora nie puscilby jednej strony. W wywiadzie na auli NCH w Dublinie powiedzial, ze kazda strone pisze wielokrotnie zanim jest zadowolony i dopiero jak ma ich kilkanascie ida do redaktora, ktory mu to jeszcze dodatkowo poprawia.
      Inaczej bym na te knizke patrzyl, gdyby wydal ja w formie ebooka – selfpublishing czy cos. No i przy tym gosciu Nesbo to mistrz piora, pisze oszczedniej, nie przynudza i choc ma bohatera zakapiura, to przynajmniej go ma.

  • Danio

    Jak można odpuścić Breaking Bad!? :F

    • No normalnie. Dużo odcinków. Czasu mało. Trzeba z czegoś rezygnować.

    • Fredosław

      To wiadomo, prawdziwe pytanie brzmiało jak można mieć tak zły gust żeby obejrzeć te wszystkie straszne filmy które omawiacie lub o nich wspominacie w odcinku, a „odpuścić” Breaking Bad :D
      Poważne panowie, ostatnio się złapałem że choć bardzo lubię wasz podcast, to stajecie się dla mnie wyznacznikiem, jak się wam podoba to znaczy omijać z daleka :D

    • To znaczy, że potrafimy Ci idealnie pomóc. W pokrętny sposób, ale jednak ;)

      PS Obejrzyj „House Of Cards”, „Luthera” i „Homeland”. Jeśli spodobają Ci się tak bardzo jak mi, to znaczy, że jednak w czymś się zgadzamy :)

    • Fredosław

      Oba domy widziałem i są super, Lutera nie mam skąd. Stanowimy tak potężne zbiory że musimy mieć część wspólną ;)

    • Wszystko jest kwestią tego ile czasu wymaga dane dzieło. Powiedzmy – mam czas na jeden angażujący serial. I trzy rzeczy do wyboru „House Of Cards”, „Luther” i „Breaking Bad”. Nie chce inwestować mi się tych kilkunastu godzin na Braking Bad. A jestem pewien, że ten serial by mi się spodobał. Dwa pozostałe są aktualnie krótsze i dla mnie to jest ich plus. Niestety w ciągu ostatniego roku poczułem jak gwałtownie ubywa mi czasu na popkulturę.

      A co do tych słabych filmów to sprawa jest taka że one są niezobowiązujące i przeważnie dosyć krótkie. To dwie godzinki i po sprawie. Tyle to się wygospodaruje zawsze gdzieś tam w tygodniu. A ja poza tym czasem lubię słabe kino :)

  • Pietrek

    Co do Pac Rim w pełni się zgadzam, jak dla mnie jest maks przeciętny. Szedłem na film z nadzieją dobrej zabawy przy rozwałce w skali XXXXXXXL i te elementy były ok. Ale praktycznie wszystko poza walkami mnie męczyło, literalnie męczyło i dosłownie czekałem kiedy znów przyjdą potwory i coś się zacznie dziać. Nie wiem, czy też jestem już stary ;P Ale np. na Żelaznym pomimo, że nie był niczym wyjątkowym a momentami również był idiotyczny ubawiłem się przednie.
    „Genialny Matematyk” był też przydupasem, przydupasa którego wykorzystał Bane z TDKR, ten co stąpał po cienkim lodzie. Hate na Pac Rim – dzięki się uśmiałem ^^ O wiele bardziej jestem zadowolony z przesłuchania tego odcinka niż z zobaczenia filmu ;>

    Jaram się tą nową Godzillą. Ponoć skala filmu powala (taa…) i może z jednym bydlęciem na ekranie faktycznie da się ją odczuć, bo w Pac Rim’ie jakoś brakowało mi większej liczby ujęć gdzie można było ogrom robotów i potworów poczuć. Ok były ale po chwili się zlewały w montażu walki i ot się biją się. Hmm… czyli nadal się ścigają gdzie większy rozpierdziel będzie :/ No ale i tak pójdę na to do kina ;]

    O jak mi się marzy coś w stylu Blade Runner’a czy Ghost In The Shell… Ponoć po 2014 ma wyjść Blade Runner Project Scott’a choć widząc co się przy ogarnianiu produkcji tego filmu dzieje nie wiem czy jest się z czego cieszyć :/ Cameron jak skończy z Avatarem 2 i później jak skończy z Avatarem 3 (T T )… Ma zrobić Battle Angel Alita, co ogółem jest hmm… może nie wybitnym ale ciekawym połączeniem Blade Runnera, Elysium, Blood Bowl’a i Mad Max’a ^^ Czyli dużo dobrego w jednym. Choć boję się, że albo ja albo Cameron możemy zejść zanim w ogóle się za to zabiorą… No ale jest jeszcze Cyberpunk, który pewno zmusi mnie do posiedzenia znów przy grach…

  • Łukasz Samotyha

    Bardzo fajny odcinek.

    Jeżeli jednak chodzi o Pacific Rim to podobał mi się. Czułem się na nim jak mały chlopiec.

    • Ten film pewnie i mi by się spodobał. Gdyby nie fakt, że wcześniej widziałem Tyle podobnych filmów w tym sezonie (Iron Man 3, Star Trek, World War Z, Man of Steel). Z każdym kolejnym mój entuzjazm malał. Bo każdy był taki sam i różnił się szczegółami tylko. I PR oberwał bo był ostatni. A może po prostu jesteśmy już z Szymonem starymi zgredami :P