Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php): failed to open stream: No such file or directory in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

Warning: include(): Failed opening '/autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/fonts/.php' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php71/lib/pear') in /autoinstalator/wordpress/wp-content/themes/quik/header.php on line 24

KINO WEGETUJE, TELEWIZJA REAGUJE

Czerwiec 27th, 20136 komentarzy

Kino VS telewizja

Z trzech filmów, które ostatnio widziałem w kinie, nie pamiętam nic poza wybuchami. Trzy seriale, które ostatnio widziałem, mam ochotę obejrzeć jeszcze raz.

Letnie blockbustery zarabiają miliardy. I nie pamiętam z nich niczego. Krótkie seriale uwielbiają miliony widzów. I chcę oglądać ich więcej. W jaki sposób to robią? Słuchając bardzo uważnie potrzeb widza. Wbrew obiegowej opinii, nie oczekuje on wcale (tylko) idiotycznej rozrywki na poziomie reality show z MTV. Chce też czegoś bardziej ambitnego. A jeśli nawet nie wybitnie ambitnego, to chociaż nie traktującego go jak skończonego idiotę. Stąd popularność filmów Christophera Nolana, które może nie są jakoś przesadnie intelektualne, ale przynajmniej oferują coś ponad dowcipy o stalowych jądrach wielkich robotów.

Z tego samego powodu małe stacje kablowe i niezależni nadawcy telewizyjni rządzą obecnie w świecie seriali. „Homeland”, „Dexter”, „Game of Thrones” i wiele innych produkcji udowadnia, że widz wcale nie chce by do głowy pakowano mu serialową papkę w stylu lat 90-tych. A przynajmniej nie tylko. Nie ma niczego złego w odrobinie tandety na deser, ale tylko jeśli głównym daniem jest coś wykwintnego. Chodzi o zachowanie pewnej równowagi, której w sferze wysokobudżetowego kina obecnie nie ma. Serial komediowy „Modern Family”, to jeden z najlepiej zagranych i napisanych sitcomów jaki kiedykolwiek powstał. Jego ogromna popularność nie przeszkadza jednak by „How I Met Your Mother”, przeraźliwa sztampa, której poziom spada systematycznie od lat, cieszyła się równie wielka popularnością. Chodzi o balans i możliwość wyboru między prostą i nieco bardziej ambitną rozrywką popularną.

HIMYM VS Friends

W kinie taki wybór oczywiście też mamy, ale głównie pomiędzy kinem niskobudżetowym i blockbusterami. Jeśli jakaś produkcja kosztowała ponad 100 mln dolarów, to możemy być pewnie, że fabuła będzie tylko skromnym dodatkiem do ciągłej akcji. Kiedyś to miało większy sens. Efekty komputerowe były nowością, nie wszystko jeszcze w kinie widzieliśmy, a widzowie pamiętali jeszcze czasy, gdy eksplodujący budynek był czymś świeżym. Dzisiaj to już jest po prostu nudne. Czy walący się wieżowiec, eksplodująca planeta lub spadający samolot robi jeszcze na kimkolwiek wrażenie? Jak na ironię w czasach gdy w kinie można zrobić już wszystko, najciekawsze staje się znów to, co mniejsze, bardziej osobiste i pomysłowe. Z trzech ostatnich blockbusterów jakie widziałem pamiętam tylko:

To jedyne elementy wybijające się oryginalnością lub stylistyką. Wszystko inne to jedna wielka papka bez smaku i wyrazu.

Właśnie dlatego obecnie bardziej lubię wysokobudżetowe seriale, niż wysokobudżetowe filmy.  Ich twórcy mają mniejsze możliwości, ale równie wielkie ambicje. Spełniają je innymi środkami. Grają subtelniej na emocjach, budują wielowymiarowe postaci i nie boją się silnych zagrywek, które jeszcze piętnaście lat temu nie miałyby prawa bytu. Kto oglądał trzeci sezon „Gry o Tron”, „Homeland” lub „House of Cards”, ten wie o czym mówię.

Ten ostatni tytuł, to zresztą przykład na to, że twórcy seriali rozumieją też lepiej potrzeby widza w kwestiach czysto praktycznych. Gdy Peter Jackson dzieli Hobbita na trzy części i każdą wydaje co roku, Netflix produkuje 13 odcinków serialu i wszystkie udostępnia naraz, spełniając proste, ale oczywiste potrzeby.

Gdy pytam znajomych co robili w ten weekend mówią, że zostali w domu i oglądali trzy sezony Breaking Bad lub dwa sezony Gry o Tron. Bez względu na powody, ludzie pochłaniają duże kawałki historii (…) może jest to dowód na to, że przemysł filmowy i telewizyjny zrozumiał lekcję, której przemysł muzyczny nie pojął

– mówił Kevin Spacey w wywiadzie dla Digital Spy, uzasadniając swoje pełne wsparcie dla takiego systemu dystrybucji serialu.

Różnica między przemysłem filmowym, a serialowym polega na tym, że pierwszy trzyma się sprawdzonych metod na zarabianie miliardów, a drugi szuka nowych. Ot chociażby udostępniania treści za darmo, kontrolowanych wycieków pilotów seriali czy inwestowania w nowe marki.

Właśnie dlatego najwięcej czasu z aktorami spędzam teraz w świecie seriali, a kino traktuję jako rozrywkę dodatkową. Odwrotnie niż kilkanaście lat temu.

« MODA KULTURY – KOSZULKI Z FREDDYM, JASONEM I LALECZKĄ CHUCKY
MASA KULTURY 46 – MAN OF STEEL »

Categorized Under

film Polecam serial

Post tags

About Szymon Adamus

» has written 105 posts

  • Danio

    Seriale są fajne, na pewno ciekawsze od blockbusterów – to wiemy. Tylko gdzie je LEGALNIE oglądać? Czekam i czekam na jakiejś VOD w Polsce z prawdziwego zdarzenia i się doczekać nie mogę… Nie sądzicie że ściąganie odcinków z torrentów itd mimo wszystko nie jest ok? Co mają z tego producenci?

    • Tomasz

      nie sądzę, że sciąganie z torrentów nie jest ok, kwestia legalności jest dla mnie irrelewantna, bez znaczenia. Z prostego powodu, z zasady nie oglądam seriali (i filmów) z lektorem czytającym tekst, więcej, to jest nie do przyjęcia ! Niszczy serial, zagłusza głosy aktorów, ton ich głosu, emocje, przekłamuje i upraszcza dialogi, koszmar. W Polsce to jest 99,99 %, więc zwisa mi i powiewa czy jakaś polska stacja pokazuje mój ulubiony serial, nawet tego nie sprawdzam bo po co ? VOD może być ok. ewentualnie natomiast nie przesadzał bym z potępianiem torrentów, niech lepiej pomyślą żeby je ucywilizować na wzór you tube gdzie wsadzili trochę reklam i wszystko gra.

  • Ja bym kina przesadnie nie demonizował, choć faktycznie w tej chwili szczególnie jeżeli chodzi o blockbustery staje się niebezpiecznie homogeniczne. W serialach dzieje się bardzo dużo dobrego, tylko jedna uwaga. Chciałbym więcej, a krócej, coś vide brytyjski model miniserii. Teraz niestety mam wrażenie, że często świetny początkowy pomysł zaczyna być rozmieniany na drobne przez 5 sezonów i popadanie w schematyczność (szczególnie problem dotyka sitcomów, ale i seriale dramatyczne też na to cierpią – tak odpadłem od House’a i Dextera)

    • Ja nie demonizuję kina jako medium, tylko właśnie blockbustery. Wszystkie są teraz robione na jedno kopyto. A da się inaczej, co pokazał Nolan.

      W kwestii długości seriali pełna zgoda, z tą uwagą, że teraz i tak jest o niebo lepiej niż 10 lat temu. Wtedy dominował standard ok. 22 odcinków na sezon, który dopiero powodował rozwadnianie treści.

      Mini seriale, to rzeczywiście rzecz najpiękniejsza, ale model amerykańskich kablówek z 13 odcinkami też się potrafi sprawdzać. Rakiem seriali jest to o czym piszesz – przeciąganie ich w nieskończoność.

  • Tak jak napisałeś – sprawa dotyczy tylko blockbusterów (a nawet więcej – wiosenno letnich blockbusterów), które od pewnego czasu są niemal identyczne. Powstaje jednak sporo dobrego kina przy wysokich budżetach, ot chociażby – „Lincoln”, „Silver Linings Playbook”, „Argo”, „Trance”. Po prostu po przekroczeniu granicy „Obrzydliwie Wielkiego Budżetu” niczego innego już nie zrobisz. Tak samo dzieje się w świecie gier.

    Co do seriali tutaj sprawa jest ciekawa, bo nawet „Olbrzydliwie Wielki Budżet” (jak na produkcję serialową) nie sprawi, że da się upchać te 10-20 godzin jednej serii samymi efektami. Trzeba kombinować. Dlatego scenarzyści dostają większe pole manewru – mogą komplikować fabułę, rozpisywać lepiej postaci i dramaturgię akcji. Mogą spokojnie budować napięcie, bo plan zakłada kilka godzin emisji. Dodatkowo serial można „dostosować” w trakcie po kilku pierwszych odcinkach i badaniach oglądalności (tak samo jak grę można obdarzyć stosownym patchem). Chociaż ta opcja odpada chociażby w przypadku Netflix i „House of Cards”.

    Dodatkowo zdaje mi się, że seriale zmieniły trochę naszą percepcję. Mi ciężko przymusić się do obejrzenia filmu w domu. Nie chce mi się, nie mam czasu. Bo raz – to przynajmniej 1,5 h bez przerwy i dwa – zwiążę się z bohaterami historii, a oni zaraz mi znikną. Od taki seks bez zobowiązań. Serial natomiast to długoterminowa relacja i to mi odpowiada. Oczywiście do momentu aż związek się wypali a sprytny serial przeistoczy się w tasiemiec bez sensu. Ale to już zupełnie inna historia.

  • Kuba Lewicki

    Zauważyłem też u siebie, że teraz boję się włączyć film. Boję się tego, że stracę te 2 godziny, dotrwam do końca, a później pomyślę, że nie warto było. W serialach ciekawe i dziwne jest to, że jestem w stanie poświęcić na nie zdecydowanie więcej niż 2 godziny, a nie mam poczucia straconego czasu. Może format tych 40 minut daje mi poczucie, że mogę skończyć wcześniej, jeśli będzie źle, albo mogę obejrzeć kolejny odcinek jeśli jest naprawdę dobrze. Jest kilka filmów na które czekam, ale nie odliczam dni, tak jak np. do premiery Luthera czy Dextera. I to jest właśnie przewaga seriali :)