HERE COMES THE BOOM – BIOLOG KONTRA UFC

Kwiecień 5th, 20130 Comments »

boom

Od zera do… pobitego zera.

Tytuł oryginalny: Here comes the boom (tytuł polski – „Płonące pięści w klatce”).
Gatunek: Rocky trening soft montaż.
Reżyserował: Facet od komedii, których nie znam
Za występy pensje pobrali: uczeń Hitcha, Salma „gadam po anglohiszpańsku” Hayek, nauczyciel muzyki, wszyscy ludzie od UFC.
W skrócie:  nauczyciel biologii musi bić się w klatce i reklamować UFC.

Bezspojlerowe streszczenie scenariusza

Scott był kiedyś dobrym nauczycielem. Nawet wzorowym. Ale to było bardzo dawno i nieprawda. Teraz olewa wszystko, spóźnia się na lekcje, a zamiast zajmować się dzieciakami i uczyć ich biologii czyta sobie gazetkę. Nie za bardzo też przejmuje się uwagami dyrekcji. W skrócie – po prostu standardowy pracownik budżetówki lub korporacji z 10-letnim stażem. Wręcz niedościgniony wzór do naśladowania. Niestety pewnego dnia coś się zmienia. Wszystko oczywiście przez babę. Scott uderza do Salmy Hayek, która też czegoś tam w szkole uczy. Dziewczyna może ma już swoje lata na karku, ale na tytuł MILFA się łapie. Problem w tym, że Salma nie przejmuje się obibokami więc Scott postanawia być społeczniakiem. Nie myśląc wiele staje w obronie nauczyciela muzyki i szkolnej orkiestry, która grać to może i nie potrafi ale pasji ma wiele. Z powodu cięć budżetowych orkiestra i nauczyciel mogą ze szkoły wylecieć. Scott postanawia zebrać kasę żeby ich uratować i zupełnie przy okazji zaciągnąć Salmę do sypialni. Problem w tym, że nie wie jak kasę zgarnąć. W końcu doznaje oświecenia i stwierdza, że będzie walczył w UFC gdzie nawet przegrywając można zgarnąć z 10 000 dolarów. A, że Scott w liceum uprawiał zapasy to wio i do przodu. Niestety z czasem zaczyna coraz bardziej przejmować się i dzieciakami i szkołą. I już nie olewa zmieniając się w super nauczyciela co to i po biurku pobiega. Bleh.  Przynajmniej zbiera regularne lanie na ringu.

Wartość edukacyjna filmu, czyli czego nauczyłem się na „Płonących pięściach w klatce”:

  • podryw Salmy Hayek musi odbywać się na stojąco (nie działa kiedy siedzisz),
  • zawodnik UFC może mieć 42 lata i przejść ekspresowy trening pro walk w kilka tygodni w trybie wieczorowym,
  • 42-latek regeneruje siły po walce w 24 godziny,
  • za przegraną też dostaniesz 10 000 dolarów,
  • walki w klatce to najłatwiejszy, najpewniejszy i najszybszy sposób zarobku w USA,
  • trzymanie gardy w walce jest dla frajerów, twardziele przyjmują wszystko na twarz,
  • nie należy bić się po musie jabłkowym,
  • wymiotowanie na ringu może przynieść popularność na youtube,
  • żeby zainspirować uczniów w szkole wystarczy wejść na biurko,
  • Holendrzy są łysi i uczą UFC.

W filmie podobało mi się

Idealna postawa pracownika budżetówki – mam w nosie i nie robię. Łysy Holender. Nauka obywatelstwa dla emigrantów, a szczególnie dla Miguela. Nauczyciel muzyki zagrzewający do walki. Ringowe zmagania Scotta. Treningowy montaż.

W filmie nie podobało mi się

Zmiana postawy Scotta na społeczniaka (dlaczego? Przecież przez lata treningu doszedł do pozycji mistrzowskiego olewacza). Wszędobylska reklama UFC jako najpiękniejszego sportu na tej planecie.

Najlepsza scena: Pierwsze wejście na ring Scotta przy piosence „Boom” P.O.D. Bo liczy się dobra nuta przed walką:

WERDYKT

„Here Comes The Boom” to zaskakująco udana komedia czerpiąca wiele z filmów na kanwie „trening rockiego”. Da się pośmiać, chociaż nie do rozpuku. Zdecydowanie film nie przekracza granicy bardzo głupkowatej komedii. Typowo amerykańskie gagi z bekaniem i pierdzeniem, za którymi nie przepadam, tutaj nie występują. Jest za to wymiotowanie ale niejako usprawiedliwione przez fabułę. Dostajemy też kilka naprawdę sympatycznych postaci. Kevin James sprawdza się super w głównej roli. Świetnie wtórują mu zwłaszcza Henry Winkler jako podstarzały i trochę zagubiony w świecie nauczyciel muzyki oraz Bas Rutten jako Niko, bardzo ekscentryczny trener z Holandii, którego ciężko nie pokochać od pierwszej sceny.  Sceny z udziałem całej trójki absolutnie wymiatają. Jest też obowiązkowy dla podobnych filmów montaż* z kolejnych treningów i walk, co samo w sobie jest plusem. W odbiorze całości trochę przeszkadzała mi nachalna reklama UFC, które zapewne posmarowało mocno kasą na produkcję. Właściwie całość można potraktować jako obraz propagandowo – reklamowy.

Nie zmienia to faktu, że przy „Here Comes the Boom” bawiłem się dobrze bez równoczesnego poczucia żenady. Ten film niczego nie udaje. Dlatego w klasie „komedie głupie, ale nie aż tak” mogę przyznać mu sprawiedliwie cztery gwiazdki na pięć. A niech ma!

 

4na6

*A skoro już o montażu mowa, to niestety ten w „Here Comes The Boom” nie trzyma się wszystkich prawideł fachu, ale i tak nie jest najgorszy. A tu, krótka instrukcja jak to się robi:

 

« LUCASARTS IDZIE DO PIACHU – SENTYMENTALNY PŁACZ WSPOMNIEŃ
MASA KULTURY 39 – EXPRESS INFINITE »

Categorized Under

film

Post tags

About Michał Kowal

Ojciec założyciel. Fan popkultury, były dziennikarz. Nagrywa i montuje podcast. Uwielbia grać, czytać i oglądać filmy. Zakochany po uszy w spaghetti westernach Sergio Leone, Indianie Jones i Powrocie do Przyszłości.KONTAKT masakultury@gmail.com

» has written 217 posts