GEARS OF WAR: JUDGMENT – NIE TĘDY DROGA?

Kwiecień 3rd, 20130 Comments »

Gears of War Judgment

People Can Fly prowadzi serię Gears Of War w stronę, która mi nie odpowiada. Czy to znaczy, że gra jest słaba?

To zawsze miała być trylogia

Crysis 3 zawsze miał być trylogią,  Matrix też, Hobbit – oczywiście, Gears Of War? A jakże! Co nie zmienia faktu, że jeśli trylogia zarobiła dostatecznie dużo kasy, by Cliff Bleszinski mógł zrobić sobie zapas skrojonych na miarę koszul na całe życie, to nie można jej ciągnąć dalej. Marcus „Bender” Fenix już swoje zamieszał, ale przecież zawsze można cofnąć się w czasie i pokazać co na początku wojny robił Baird i Cole. A jeśli myślicie, że to już definitywny koniec, to wybaczcie, ale jesteście naiwni. Twórcy zastosowali już najstarszą sztuczkę w podręczniku – usunęli cyferkę z nazwy. Teraz można trzepać na pęczki kolejne części bez strachu, że ktoś posądzi cię o odcinanie kuponów.

Szczęki 19 - dzisiaj już takiego tytułu nie uświadczymy.

Szczęki 19 – dzisiaj już takiego tytułu nie uświadczymy.

Czy to źle? Jasne, że nie! Za chwilę wyleję sporo żalu na najnowszą grę, ale koniec końców jest to i tak jeden z najfajniejszych tytułów na Xboxa. A obecnie na pewno jedyny obok Halo, dla którego warto kupić tę konsolę. Pytanie tylko czy seria idzie we właściwą stronę. Moim zdaniem nie.

Szczypta polskości

Z wielkim żalem muszę stwierdzić, że nowe Gearsy podobają mi się mniej niż poprzednio dlatego, że robili je Polacy. Nie chodzi o naród, ale konkretną firmę – People Can Fly. Adrian Chmielarz już z nimi nie pracuje, a firmę kupiło Epic Games, więc może więcej tam Ameryki niż Polski. Ja czuję tu jednak ogromny wpływ filozofii, która stała za Bulletstormem. Pamiętacie tego FPSa, który okazał się mniejszą lub większą klapą? Dużo się tam strzelało w arkadowym stylu, nabijało punktów i robiło skillshotów.

W Gears of War: Judgment czuć próbę przeniesienia tego samego klimatu, do już znanej i popularnej serii. Podczas masakrowania legionów Szarańczy zdobywamy punkty za spektakularne akcje, które przenoszą się na system gwiazdkowy rodem z Angry Birdsów. Przy każdej misji możemy też uaktywnić „dopalacz”, który sprawia, że gra jest trudniejsza, ale dostajemy więcej punktów. Na przykład gramy w chmurze dymu, który wszystko zasłania albo mamy tylko kilka minut na etap, po których wszystko szlag trafi.

System punktowy jest ok. Zmienia styl rozgrywki na bardziej otwarty (mniej chowania się za przeszkodą, więcej naparzania), ale nadal jest zabawnie. Za to „dopalacze” są nudne. Jest ich za mało, ciągle powtarzają się te same (np. ograniczony czas, mniejsza widoczność itp.) i widać, że twórcy nie mieli już budżetu, by dodać ich więcej. A szkoda, bo jeśli każdy z króciutkich etapów miałby wyjątkowy booster, to byłoby ciekawiej.

Trzymaj punkt!

Drugi, bardziej poważny, problem jaki mam z grą to konstrukcja poziomów. Twórcy stwierdzili chyba, że skoro tryb Hordy sprawdził się w multi, to trzeba go przenieść do kampanii. Z tego powodu niby mamy tradycyjną fabułę, niby poziomy pchają nas do przodu, ale ciągle mamy wrażenie, że w zasadzie przechodzimy tylko między jedną mapką hordy, a drugą. Przebijamy się przez dwa krótkie poziomy i lądujemy w punkcie gdzie musimy się okopać. Stawiamy wieżyczki, odpieramy kilka fal wrogów i idziemy dalej. Za chwilę czeka nas powtórka.

Uwielbiam hordę w multiplayerze, ale kampania powinna rządzić się innymi prawami. W innym wypadku po co w ogóle ją robić?

Murowany sukces

Oczywiście powyższa krytyka jest całkowicie subiektywna. I taka miała być. Jeśli komuś się taka konstrukcja kampanii podoba, to w porządku. Moim zdaniem to pójście na łatwiznę. Co nie zmienia faktu, że cały produkt jest i tak nadal udany. Jeśli ktoś kupi Gears of War: Judgment tylko dla kampanii i ma podobny gust co ja, to może poczuć lekkie znużenie. Tylko, że kupowanie Gearsów wyłącznie dla singla porównałbym do wyjścia do pubu na zieloną herbatę. Można, czemu nie, ale ominie cię najciekawsze co lokal ma do zaoferowania.

Zabawa ze znajomymi w Gears of War: Judgment to zupełnie inna para kaloszy. O wiele wygodniejszych. Co-Op jest lepiej zaprojektowany niż w niedorobionej trójce, a w tradycyjnym multi mamy np. nowy tryb OverRun, który wymaga używania o wiele bardziej przemyślanej strategii niż dotychczas. Horda też się zmienia. Teraz to Survival Mode, w którym bronimy punktów.

Też jest zabawnie, chociaż nie do końca rozumiem dlaczego nagle twórcy różnych gier stwierdzili, że tradycyjne odpieranie fal wrogów bez urozmaiceń nie jest już dostatecznie ciekawe. Call Of Duty to zmienia, Halo 4 kompletnie usuwa…  Pewnie po to, by prezentować nowinki.  Szkoda jednak, że klasyczna Horda nie została w Gearsach jako dodatek.

Nie tędy droga?

Gears Of War w wydaniu People Can Fly idzie w stronę klimatów arcade. Mniej chowania się po kątach, więcej strzelania i nabijania punktów. Mi się to nie podoba. Siłą tej serii zawsze był system walki opierający się nie tylko dla naparzania, ale i chowaniu, chwilowym unikaniu wroga i myśleniu. Teraz myśleć też trzeba, ale tylko w przerwach między jednym granatem, a drugim. W multi mi to odpowiada. Od kampanii dla jednego gracza oczekuję w Gersach czegoś innego.

Czy oznacza to, że gra jest słaba? Nie. Jedynie, że moim zdaniem idzie w stronę, która może sprawić, że za kilka lat tej serii już nie poznamy. Jeśli wam z Gears Of War nie kojarzy się z tymi elementami co mi, to zapewne będziecie zadowoleni. Osobiście polecam jednak najpierw sprawdzić tytuł u kumpla.


4na6

« WYGRALIŚMY – MASA KULTURY ŚWIEŻAKIEM ROKU
LUCASARTS IDZIE DO PIACHU – SENTYMENTALNY PŁACZ WSPOMNIEŃ »

Categorized Under

gry

Post tags

About Szymon Adamus

» has written 110 posts