ELIZJUM – PORADNIK JAK PISAĆ CV

Sierpień 22nd, 20136 komentarzy

Elizium

W dzisiejszych czasach nie wystarczy napisać CV. By dostać wymarzoną pracę trzeba nakręcić film za 115 mln dolarów.

Tytuł oryginalny: Elysium (tytuł polski: Baby, I can see your Halo!)
Gatunek: wybuchowy
Reżyserował: pan od Dystryktu 9
Za występy pensje pobrali: Jason Bourne, laska Dr. Lectera, Sharlto Copley Can’t play, koleżanka Predatorów, Wagner „dziwny glos” Moura
W skrócie: wuchta wiary na ziemi, banda snobów w kosmosie, Matt Damon biega i strzela

BEZSPOJLEROWE STRESZCZENIE SCENARIUSZA

Jak streścić Elyzjum w czterech słowach? Dystrykt 9 w kosmosie. Obawialiśmy się z Michałem, że po przejściu z budżetu 30 mln dolarów na 115 mln Neill Blomkamp straci głowę i zrobi totalnego gniota. A on zrobił po prostu drugi Dystrykt 9… tylko głupszy.

Ziemia jest przeludniona i brudna. Ludzie żyją w slumsach znanych z Dystryktu, tylko powiększonych do wielkości kilku Los Angeles. Na orbicie, w sztucznym habitacie, który wygląda jak Halo ze znanej gry (o czym za chwilę) żyje burżujstwo. Mają magiczne reatomizery, które utrzymują ich pięknych, młodych i wiecznie żywych. Nawet po odstrzeleniu połowy twarzy.

Wszyscy z dołu chcą się dostać na górę, a wszyscy z góry mają w poważaniu wszystkich na dole. Jest masa strzelania, wybuchów i fajnych efektów specjalnych z wykorzystaniem modeli. Jest też biegający non stop Matt Damon i kamera, która momentami prawie wchodzi do jego nosa.

Za blisko kamera

WARTOŚĆ EDUKACYJNA FILMU, CZYLI CZEGO NAUCZYŁEM SIĘ NA BABY, I CAN SEE YOUR HALO!

  • Albo Sharlto Copley jest słabym aktorem, albo nie jest fizycznie w stanie mówić z normalnym akcentem
  • Efekty specjalne robione z wykorzystaniem modeli są rewelacyjne!
  • Granat wybuchający przy twarzy nie uszkadza mózgu
  • Słowo „fuck” wypowiadane 20 razy z dziwnym akcentem traci swoją siłę
  • Roboty są wredne
  • Najlepszy sposób na zniszczenie statku kosmicznego na orbicie, to strzał z ręcznej wyrzutni rakiet z Ziemi

W FILMIE PODOBAŁO MI SIĘ

Efekty specjalne. Ten film kosztował 115 mln dolarów, a wygląda na 250 mln. I jeśli ktoś mi jeszcze raz powie, że komputer jest w stanie zastąpić fizyczne modele i nie widać różnicy, to pokażę mu scenę statku rozbijającego się na powierzchni Elizjum. Coś pięknego!

W FILMIE NIE PODOBAŁO MI SIĘ

Pisarski spadek formy scenarzysty/reżysera.
Niektóre ujęcia ze zbyt bliska.
Akcent Sharlto Copley’a i głos Wagnera Moura.
Dziury w scenariuszu.
Zbyt krótka ekspozycja niektórych wątków.

NAJLEPSZA SCENA

„Awaryjne” lądowanie na Elizjum i walka z robotem (bez jednego fragmentu, w którym nic nie widać). Jak cudownie, że są jeszcze reżyserzy, którzy używają prawdziwych modeli/rekwizytów i nie robią wystrzałów broni w komputerze.

WERDYKT

Neill Blomkamp miał kiedyś robić ekranizację gry wideo Halo. Nic z tego nie wyszło, ale rekwizyty zostały wykorzystane w Dystrykcie 9. Chyba zostało ich jednak jeszcze więcej, bo w Elizjum znów widzimy je na każdym kroku. Ten film wygląda tak, jakby Blomkamp chciał zastąpić nim swoje CV i z gotowym produktem pójść do producentów mówiąc: Widzicie, właśnie tak bombowo może wyglądać ekranizacja Halo! Dajcie mi kasę! Oto kilka elementów zapożyczonych od Master Chiefa:

  • Sztuczny świat w kosmosie w kształcie pierścienia
  • Design latających pojazdów (bojowych, desantowych itp.)
  • Egzoszkielet (w Halo był to większy pancerz)
  • Tarcza energetyczna
  • Ogólny „feeling” broni

Nie mówię, że Elizjum jest jak Halo, bo to zupełnie inna historia. Jednak pod względem użytych „gadżetów” i niektórych pomysłów widać, że ten projekt nadal siedzi w głowie Blomkampa.

Halo VS Elizjum

Halo VS Elizjum

Pomijając nowy sposób na pisanie CV, to film jest mocno rozczarowujący. Wygląda olśniewająco i poza kilkoma scenami, w których ustawienie kamery i montaż uniemożliwiają zobaczenie czegokolwiek, powala jakością. To absolutne przeciwieństwo Pacific Rim. Tam ciągle była noc i deszcz, przez co efekty specjalne się „chowały”. W Elizjum reżyser wyraźnie chciał pokazać wszystko jak na dłoni. W szerokich, spokojnych kadrach efekty wizualne wyglądają genialnie.

Niestety sama opowieść jest płytka. Są tu motywy społeczno-socjologiczne, ale w zasadzie identyczne z tymi z Dystryktu 9, a do tego podane w sosie wysokobudżetowej papki. Widać też wyraźnie, że pierwsza część została mocno pocięta, przez co niektóre elementy fabuły i motywacje bohaterów nie mają dostatecznie dużo czasu ekranowego na odpowiednie wykiełkowanie. W Dystrykcie 9 druga połowa filmu była za bardzo nastawiona na akcję, ale przynajmniej w pierwszej dostaliśmy coś ambitnego. W Elizjum Blomkamp rozłożył podział między akcją i fabułą lepiej, ale za to zredukował silnie swoje ambicje i zaserwował coś płytszego.

Wielka szkoda, bo w tym filmie można było iść o wiele dalej. Bohaterowie ani razu nie zastanawiają się co się stanie ze światem jeśli wszyscy będą żyli wiecznie, jak ludzkość poradzi sobie z już i tak ogromnym przeludnieniem, co powstanie po rewolucji itd. Motywacje i działania bohaterów są podyktowane logiką i przesłankami na poziomie filmów klasy B. Mamy problem, oni mają rozwiązanie, wystrzelajmy sobie drogę w ich kierunku. Co będzie później, to nieistotne.

Mam problem z oceną tego filmu. Z jednej strony reżyser starał się stworzyć coś bardziej inteligentnego niż 90% tegorocznych blockbusterów. Jednak z drugiej film i tak jest dość płytki. Porusza odpowiednie kwestie, ale dotyka tylko ich powierzchni. Wizualnie olśniewa, ale w wielu fragmentach montaż i ujęcia sprawiają, że nic nie widać. Aktorsko albo zachwyca (Matt Damon i Jodie Foster), albo rozprasza (Sharlto Copley i Wagner Moura).

Jedno Elizjum robi jednak doskonale. Aktualizuje CV Neilla Blomkampa przed kolejną próbą zdobycia pieniędzy na ekranizację Halo.

4na6

« RED 2 – POWTÓRKA Z ZASKOCZENIA
LITERATURA – ZAPRASZAM DO WROCŁAWIA »

Categorized Under

film Polecam

Post tags

About Szymon Adamus

» has written 114 posts

  • Pietrek

    Podobne odczucia jak w recenzji.
    Wizualnie miodzio, efekty plus design dosłownie pieszczą oczy ino momentami kamera im trochę za bardzo lata.

    Co do reszty to takie hmm… no… eee… ok ;>
    Jak dla mnie zawinił scenariusz, który nie jest do końca przemyślany, takie nieudolne próbowanie na siłę zrobienia czegoś z większym przesłaniem ale jednocześnie bez spoglądania na całokształt. Historia Maksa ok, pobudki gościa są jasne ale pakowane tu problemy społeczne? Ostatecznie film nie pokazuje nic nowego, nie zmusza do przemyśleń, ot pokazuje daną sytuację, którą przecież obserwuje się na świecie od dawna tyle, że w ciekawszej otoczce. Jak już przypadkiem zaczniemy całą sytuację analizować, okazuje się, że ukazane wydarzenia są bezsensowną, idealistyczną papką, bez żadnego lepszego pomysłu na przyszłość. Dystrykt pod tym względem prezentował się o niebo lepiej.

    I jeszcze Sharlto Copley… Ledwo rozumiałem co on tam gadał przez ten akcent. Nosz jak po hiszpańsku nawijali rozumiałem bez problemu a przy nim musiałem się nie lada skupić (jak mówili po hiszpańsku były napisy, przy jego kwestach też powinni dawać huehue). Osobiście kreacja Jodie nie przypadła mi do gustu.

    Ostatecznie jest ładnie ale szału ni ma.

    Tak poza tematem, wczoraj widziałem Moon z 2009 roku i pomimo, że miałem na początku mieszane uczucia film świetnie się rozwinął i choć vfx’y przeciętne, szałowo nakręcony nie jest, ostatecznie bardzo mi się podobał. I nie ma tam nic na siłę czy pod publikę, tylko ciekawa historia :)

    • Z „Moon” jest jeden niestety spory problem – zakończenie. Bardzo fajna, ambitna historia o powolnym traceniu zmysłów w odosobnieniu została sprowadzona do banalnego i wyświechtanego motywu konspiracji rodem z filmów i powieści klasy B.

    • Pietrek

      Jak ktoś nie oglądał to uprzedzam mogą się trafić spoilery.

      A mi się właśnie pokazana historia podobała. Na początku byłem zniechęcony bo film kreował się na kolejny w stylu pozostała chwila do szczęśliwego powrotu, coś musi pójść nie tak. Ehh… Znów schizofrenia i to za pięć dwunasta, albo jacyś obcy przy tym gmerają, a nie to swoi coś kombinują… I ostatecznie postacie stawiane są przed rzeczywistością i teraz pytanie, co mają ze sobą teraz zrobić znając już prawdę.

      Fakt nie ma tu skomplikowanej fabuły, sam film też nie jest jakoś wybitnie nakręcony, jest też czego się czepić. Ale właśnie mamy tu prostą historię, postaci postawionej w niecodziennej sytuacji i ostatecznie skupiamy się tylko na niej. Konspiracja jest tu raczej konieczną otoczką aby ukazać sam problem, a przynajmniej ja to tak odbieram. Nie jest to arcydzieło ale np. w tym roku na pewno nic lepszego nie widziałem ;>

    • SPOILER DO FILMu „MOON” (2009)

      Konspiracja właśnie nie była konieczna, tylko najprostsza dla debiutującego reżysera/scenarzysty. Efektem tego jest straszny dysonans między pierwszymi 3/4 filmu, w których Sam Rockwell daje absolutnie genialny popis zdolności aktorskich, a widz ma ochotę na danie wykwintne. Końcówki zmienia film w dość proste i mało wiarygodne SF.

      To i tak znakomity film pokazujący, że można dzisiaj zrobić spokojne, inteligentne kino SF bez walących się budynków. Ale wolałbym, by była to w 100% opowieść o człowieku, a nie konspiracji, klonach i tym podobnych bzdurach.

    • Pietrek

      Spoilery do Moon ciąg dalszy.

      Ale jak już się widziało cały film to się okazuje, że on od początku miał być o klonach i ku temu od samego początku nas nakierowywano ^^ Mi to zbytnio nie przeszkadzało, między innymi przypadł mi do gustu dlatego, że lubię takie poruszające tematykę człowieczeństwa a zwłaszcza jego pogranicza (sztuczna inteligencja, roboty, cyborgi, klony i tym podobne). Przez to potraktowałem samą konspirację jako rzecz drugorzędną, więc jak dla mnie bajka.

      Co do pierwszego zdania drugiego akapitu podpisuję się obiema rękoma i nogami :) Co do drugiego też bym takie cuś pooglądał bo lubię, ale w tym konkretnym przypadku mi to nie przeszkadzało.

  • Karolina Adamus

    W większości zgadzam się z recenzją, dałabym tylko 3 gwiazdki na 6.

    Poszłam na ten film całkowicie „w ciemno” (wiedząc tylko z plakatu, że gra w nim Matt Damon), więc nie nastawiłam się ani na dobre, ani na złe kino. I tak też można by ocenić ten film. Z jednej strony jest świetny widowiskowo, ale z drugiej całkowicie płaski.

    Niby fabuła skłania do myślenia, niby reżyser pokazuje różnice między dwoma światami, następstwa XXI wieku… Muszę jednak przyznać, że wątek społeczno-socjologiczny 100 razy bardziej skłonił mnie do rozważań w Wall-E i Dystrykcie 9, niż w Elizjum…

    Poza tym postaci zostały przedstawione w sposób tak prostolinijny, że chyba bardziej już się nie dało. Przez cały film kompletnie nie mogłam wczuć się w uczucia i historię chociażby głównych bohaterów, przez co było mi kompletnie obojętne co się z nimi stanie. Klimatycznie zaczynająca się historia z początku filmu straciła bardzo szybko rozpęd i jak dla mnie właściwie stanęła.